Wydawca: Dying Victims Productions
Ja to jednak jestem dziwny, bo jarają mnie wszelkie tributebandy bandów które uwielbiam. Zamiast słuchać tylko Venom jaram się również Midnight, zamiast słuchać tylko Motorhead jaram się również Neanderthal Nöise Machine, zamiast wielbić tylko Behemoth zasłuchuję się również w Hate… No dobra, zagalopowałem się.
Ale tylko z tymi ostatnimi. Bo jeśli mowa o Neanderthal Nöise Machine to faktycznie, wjechali na moje domostwo na pełnej kurwie z tą swoją debiutancką EPką. Panowie chyba zrobili resaearch, czego pan Oracle słuchać lubi i skondensowali to w sześciu numerach. Jeśli chodzi o inspiracje to prym wiedzie oczywiście Motorhead, ale to byłoby za mało – dojebali jeszcze więc wpływami Tank (wczesny), Rose Tattoo czy jebanego Fingernails. Z tymi ostatnimi to może kogoś zdziwiłem, ale jednak włoskie korzenie zobowiązują. A, zapomniałem powiedzieć kto się udziela w Neanderthal Nöise Machine – muzycy BlasphemophagheR, In League With Satan – czyli kapele macierzyste również jeńców nie biorą. I bardzo kurwa dobrze. „NNM” to materiał – petarda. Rozstawia po kątach niedzielnych metalowczyków co to lubią, żeby było grzecznie, poprawnie i najlepiej tak niezametalowo. Ja, razem z Neanderthal Nöise Machine szczam na ich groby ognistym sikiem zaprawionym bidawhisky i tanim piwskiem. Kurwa, zakochałem się w tej kapeli, więc ocena jest totalnie subiektywna – tak subiektywna, że bardziej być nie może.
Ale jak macie z tym problem to zapraszam wypierdalać i – że zacytuję jeden z utworów – „suck my fuckin’ dirty cock”.
Ocena: 10/10





U panie słucham słucham i nadziwić się nie mogę świetny materiał