Wydawca: Winds of Destruction Records
Jakoś trochę zwolniło ostatnimi czasy stołeczne Empheris. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu, co zszedłem do skrzynki to wyjmowałem jakieś ich wydawnictwo, a ostatnimi czasy to jakoś ich mniej. Ale koniec końców w 2019 roku Adrian i spółka wydali swój trzeci album, który to właśnie recenzuję.
I jest jak na moich urodzinach – bez niespodzianek. Jeśli ktoś zna Empheris to raczej nie nastawia się, że ten zespół nagle zejdzie z, za przeproszeniem, raz obranej drogi. A droga ta klei się od śluzu pozostawionego przez macki Cthulu, gęsta jest przez oddech Przedwiecznych i tak dalej (lovercraftowcy, mam nadzieję, że już Was kupiłem?), a poza tym to mamy do czynienia jak zwykle – z naprawdę fajnym black/thrash metalem. Jak zwykle agresywnie, jak zwykle wpada w ucho, jak zwykle… w stylu Empheris. „Return of the Derelict Gods” zawiera czterdzieści siedem minut siarczystego metalu w czarnym kolorze – to tak prosty opis, że aż głupio mi go używać, jednakże jest on w stu procentach prawdziwy. Dlaczego czterdzieści siedem minut? Bo recenzuję wersję podesłaną przez Winds of Destruction Records, która zawiera dwa dodatkowe utwory – to jakby bestii wyrosły dwa dodatkowe rogi. Czyż to nie piękna wizja? No i tak to właśnie wygląda – muzyka Empheris nie zmieniła się ani na jotę, ale mi to pasuje – to jest taki zespół, po którym wiem, czego mam się spodziewać, a czasem dobrze mieć taką stabilizację, nawet jeśli chodzi o tak trywialne rzeczy jak muzyka metalowa. Liczę na wpierdol, dostaję wpierdol i jestem zadowolony.
Dobrze wiedzieć, że pewne rzeczy się nie zmieniają – kolejki do lekarza, paskudny smak Żubra, grafomania Mroza albo muzyka Empheris. Przy czym z tego wszystkiego po to ostatnie sięgam z przyjemnością. Sprawdźcie.
Ocena: 7/10
Tracklist:




