Kontakt: Deadspace
Po tej płycie nie spodziewałem się niczego dobrego. Spójrzcie choćby na okładkę… Średnio zaawansowana osoba w Photoshopie zrobiłaby z tego całkiem zabawny obrazek mogący wieńczyć okładkę płyty porngrindowej kapeli.
Muzycznie Deadspace też mnie na początku nie potraktował łagodnie. Te klawisze na początku płyty świadczyły raczej o nudnym i dousznie bolesnym DSBM. Zaskoczyło mnie jednak to, że im dalej idę w tę płytę, tym jest lepiej. „The Grand Disillusionment” to najlepszy przykład na to, że nie okładka zdobi płytę i pierwsze numery nie koniecznie świadczą o chujowości całego albumu. Warto dać szansę, ja dałem ją Deadspace i muszę przyznać, że jestem zadowolony. Tej depresyjnej atmosfery mamy tu stosunkowo niewiele. To dobrze, bo w tym podgatunku black metalu, to ze świecą szukać, zespołów, które grają muzykę przynajmniej niezłą. Deadspace prezentuje nam masę naprawdę zajebistych riffów i ciekawych „zwrotów akcji”. Posunąłbym bym się do stwierdzenia, że wystarczyłoby wyrzucić z listy utworów pierwszy numer i mielibyśmy naprawdę niezłą płytę. Nie mogę jednak obiecać, że Deadspace stanie się jednym z moich ulubionych zespołów, a ich muzyczny rozwój będę śledził z zapartym tchem. Jest to raczej ciekawostka. Przykład czegoś, co sprawia wrażenie totalnej chujni, a okazuje się całkiem niezłą płytą. Przeważnie rozczarowuje się w drugą stronę, więc za to też szacunek dla Deadspace. „The Grand Disillusionment” to nie jest płyta, którą musicie za wszelką cenę sprawdzić i postawić na półce (albo w odwrotnej kolejności).
To jest płyta, która mnie osobiście zaskoczyła. Czy zrobi to samo z Wami? Cholera wie…
Ocena 7,5/10
https://www.youtube.com/watch?v=0nlIRPjCDg8
Tracklist:




