Wydawca: Bestial Invasion Records
Zasadniczo nie tnę się nigdy za kompilacjami tego typu. Z drugiej strony – w przypadku kapel jak Abigail, gdzie dyskografia idzie w tuziny pozycji krążki takie jak „The best of Black Metal Yakuza” są po prostu wyciągiem z szerokiej, świetnej zresztą dyskografii.
I tak właśnie patrzę na ten album. Wznowiony jakiś czas temu przez Bestial Invasion Records idealnie pasuje do profilu wytwórni Dominika. Dziki, nieokrzesany black/thrash metal, mocno zakrapiany alkoholem, punkową melodyką i prostotą. Nie wiem czy jest sens opisywania ile i jakie inspiracje tętnią w ich utworach, bowiem tak naprawdę przekrój jest bardzo szeroki – od punkowych kapel w stylu G.B.H. czy The Exploatied przez klasykę w stylu Motorhead, Venom, po czysto black metalowe hordy. Poza tym nie ma co kryć, Abigail przez te wszystkie lata istnienia sama zainspirowała niemałą rzeszę metalowych bandów. Dwadzieścia numerów jakie zostało wtłoczonych w srebrne rowki stanowią wspaniały podkład pod napierdalanie w stanie dalekim od trzeźwości pod sceną – pierdolona energia i metalowa buńczuczność emanuje z nich na 2137 kilometrów i mnie się to podoba. A jako, że to płyta z serii „the best of” to naprawdę nie możemy mieć żadnego „ale” co do doboru utworów. A w środku z kolei znajdziemy krótkie notki o każdym z nich i trochę zdjęć. Jak na mój gust, w booklecie powinno się znajdować więcej fotek rozpustnych azjatek, no ale od tego w sumie mam pornhuba. Więc zostaje muzyka, a ta jest po prostu doskonała.
Dlatego każdy wykatanowany i wynaszywkowany maniak black/thrash metalu powinien się zainteresować tą pozycją. No chyba, że ma w domu całą dyskografię Abigail, to ja przepraszam i szanuję.
Tracklist:




