Wydawca: Soulseller Records
To zadziwiające, jakiż ogrom zespołów jeszcze przede mną do chwalenia, zjebania, olania. Człowiek stara się być an bieżąco a tu wychodzą takie kwiatki, że dostaje krążek do recenzji, myśli sobie „oho, kolejni debiutanci” a potem się okazuje że kapela istnieje od szesnastu lat. I złożona jest z osób, o których można powiedzieć wiele, ale nie że są debiutantami.
Bo jak inaczej określić Blasphemera, czy muzyków wywodzących się z Dimmu Borgir czy innego Nocturnal Breed. Za całość w Eternity odpowiada co prawda koleś o ksywie Eternity (tak, wiem, głupio to brzmi), ale kompanów do nagrywania dobrał sobie przednich. A co też kryje się na „To Become the Great Beast”? Stuprocentowy norweski black metal. Ostatnim krążkiem, który był tak rasowo osadzony w jednej konkretnej stylistyce o wyraźnej proweniencji był chyba Vargrav. Eternity również wzoruje się na norweskiej szkole grania, tyle że trochę innych kapelach. U nich słychać bowiem sporo wpływów wymienionego już wcześniej Dimmu Borgir czy Old Man’s Child – w obu przypadkach z pierwszych nagrań, jak też tu i ówdzie trochę wpływów pierwszych płyt Dark Funeral. No dobra, w numerze trzecim słychać obecne wcielenie Rotting Christ, aż bije po uszach. Ogólnie, jest to z jednej strony granie dość agresywne, ale z drugiej wpada jednak w ucho i w tych najlepszych momentach całkiem nieźle niesie. Szkoda, że kapela chwilami jednak wypływa na szerokie wody, na których nie widać z żadnej strony brzegu – to jest jakiegoś większego zdecydowania czy ma być melodyjniej czy agresywniej, przez co wychodzi nam trochę taka wymieszana papka bez tożsamości. I niestety takich momentów jest też tutaj niemało – może nie tyle, żeby zniechęcić do odsłuchu, ale wystarczająco, żeby sprawić, iż nie powraca się do „To Become the Great Beast” nad wyraz często.
Generalnie rzecz ujmując to solidny album z totalnie niezaskakującą muzyką. Nie masz tutaj ni krztyny oryginalności, a jedynie nostalgię do połowy lat dziewięćdziesiątych i lat późniejszych, kiedy to black metal wdarł się na salony i przestał być odstręczającą muzyką dla wybranych. Jak dla mnie – płyta na kilka przesłuchań, a potem to już raczej sporadycznego powracania.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Sun of Hate | ||
| 2. | Bringer of the Fall | ||
| 3. | Te Nostro Deum Sathanas | ||
| 4. | If I Ever Lived | ||
| 5. | Horror Vacui | ||
| 6. | In Subspecies Aeterna | ||
| 7. | To Become the Great Best | ||
| 8. | Violator | ||
| 9. | Empire | ||
| 10. | Nine Magic Songs |




