Kapela znikąd. To znaczy z Kanady, ale tak to nic o nich nie wiem. Po prostu napisali, czy nie zrecenzowałbym ich debiutanckiej EPki, a że akurat miałem przypływ dobrej woli to się zgodziłem.
I w ten sposób wylądował u mnie debiutancki materiał zespołu Plague Weaver zatytułowany po prostu „Plague Weaver”. Długo czasu on nie zajmuje bowiem składa się tylko z dwóch numerów, a całość trwa mniej niż dziewięć minut. Ale powiem Wam, że dobrze się tego słucha i zdecydowanie ma się ochotę na więcej. Kanadyjczycy poruszają się w obrębie black metalu, z uwagi na tempa rzekłbym że z elementami doom metalu. To szczególnie tyczy się moim zdaniem pierwszego z utworów, który ma niezły, lekko transowy klimat, podchodzący mocno pod religijny black metal. Drugi numer jest już nieco szybszy, ale też bez zatrważającego tempa. Do tego podoba mi się melodyka tych kawałków. W jakiś sposób obydwa numery przypominają mi nowsze dokonania Marduk – posępne, złowieszcze, ale nie pozbawione pewnej chwytliwości. W mojej opinii ten zespół ma potencjał, więc warto śledzić ich poczynania.
Póki co polecam zapoznanie się z tymi dwoma utworami – wystarczająca liczba, żeby wyrobić sobie wstępny osąd. U mnie test przeszli pozytywnie.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Condemned to Worship | ||
| 2. | YHWH |




