Wydawca: Dying Victims Productions
Nazwa Challenger oczywiście kojarzy mi się z katastrofą, ale nie przesądzajmy od razu, że to, że zespół gra heavy/power metal oznacza, że musimy ich przekreślać na starcie, jak jakiś prom… ups.
Dobra, heheszki na bok – słoweński Challenger trzyma fason. Możliwe, że to z uwagi na muzyków tworzących ten band. Vigilance bardzo lubię, niegłupi jest również ten bardziej progresywny Teleport, więc i Challenger ma szansę na dobrą notę. Rzeczywiście – nieźle ta muzyka gada, przy założeniu, że nie samym gruzem lub śnieżycami człowiek żyje. Chwytliwe, szybkie i chwilami jednak trochę zbyt melodyjne, ale nóżka tupie. Wokalista jest niezły, niemniej jednak wolałbym więcej brudu w jego głosie. Jeśli miałbym porównać ten zespół do jakichś innych (a wiadomo, że tak trzeba) to wskazałbym Abbatoir, wczesny Angel Witch, Liege Lord i tak dalej. Bo na szczęście ten power metal to z gatunku amerykańskiego, nie europejskiego, więc słucham i całkiem lubię. Na EPce „Turned to Dust” dostajemy cztery kawałki, ale całkowicie one wystarczają ażeby wyrobić sobie zdanie na temat tej kapeli.
Moje zdanie jest natomiast takie, że jest dobrze. Trochę ponad kwadransik lekkiego, ale dość konkretnego muzykowania. Na rozluźnienie jak najbardziej się nadaje.
Ocena: 7/10
Tracklist:
01. Left Alive
02. Turned to Dust
03. A Place of Tranquility
04. Challenger




