Wydawca: Sepulchral Voice Records
Ten nowy Necros Christos to narobił niezłego bałaganu, no bo kto to widział death metalową płytę trwającą niemal dwie godziny. I powiem od razu, że gdyby z taką propozycją wyszłoby Decapitated albo jakiś inny Kataklysm to bym nie zdzierżył.
U Necros Christos jest inaczej. Ci goście kurwa wiedzą jak oczarować słuchacza swoim rytualnym death metalem. Kilka dni temu słuchałem ich nawet podczas szlajania się po cmentarzach z Pierwszej Wojny Światowej nad ranem i powiem Wam – jest moc. I jebać długość, choć jest tylko jeden krążek, który trwa nawet dłużej i łykam go bez przepitki (ale ja od Guns N’ Roses wszystko łykam). Wiadomo, rzadko kiedy ma człowiek czas wygospodarować ciurkiem dwie godziny na słuchanie jakiejś płyty (ja przynajmniej nie mam odkąd skończyłem dziewiętnaście lat). Ale gdy już znajdę tyle czasu na „Domedon Doxomedon” to wówczas jest to dla mnie istna uczta. Wystarczy, że wjedzie taki „I Am Christ”, „The Heart of King Salomon in Sorcery” czy „Tombstone Chapel” i jestem gotowy. A takich smaków jest cała płyta. Ktoś powie, że jej spora część to same interludia i będzie miał rację, ale osobiście uważam, że pełnią one kapitalną rolę – nie nudzą ani cholery, za to nastrój naprawdę robią znakomity. Jedynym zarzutem względem tej płyty jest chyba tylko zbyt czysta jak na moje standardy produkcja – brzmi to wszystko znakomicie, ale bardziej bym się cieszył gdyby dołożono do tego z łopatę smoły. Brakuje tego, szczególnie biorąc pod uwagę wcześniejsze wydawnictwa Niemców. Ale poza tym faktem, Necros Christos naprawdę wydało świetny, odważny album.
Siedem lat nie poszło na marne, przynajmniej w moim odczuciu. „Domedon Doxomedon” to krążek, do którego będzie się Wam chciało wracać i będziecie robić to często. Testowałem to na sobie i ręczę za to.
Ocena: 9/10
Tracklist:




