Wydawca: Deathrune Records
Nazwa, okładka, wydawca i tytuł krążka zasadniczo powinny wystarczyć za recenzję niniejszego materiału. Ale czułbym niedosyt, że nie powymądrzałem się w recenzji, więc przygotujcie się na kilka słów o drugiej płycie Hellfire Deathcult.
Mamy tutaj do czynienia z typowym przedstawicielem wojennego black/death metalu z wszelkimi dla tego gatunku charakterystycznymi cechami. Nawałnica gitar, bezlitosna perkusja, wokale wydobywające się z otchłani, szybkość i agresja, surowe brzmienie. Wszystko to znajdziecie na „Black Death Terroristic Onslaught” w ilościach wystarczających do przylepienia im naklejki „Ross Bay Worship”. Mi to osobiście nie przeszkadza, bo ten rodzaj artystycznej ekspresji jest u mnie mile słyszany. Przez pół godziny nie zwalniamy ani na moment, słuchacz obcując z tą chicagowską hordą czuje się jak podczas nalotu dywanowego. Zanim Deathrune Productions przysłało mi ten krążek do recenzji to niestety nie była mi znana nazwa tej grupy i przyznam, że żałuję. Niby wszystko to na jedno (czarcie, bo czarcie, ale zawsze…) kopyto, dla większości metaluszków będzie też to tak zwany hałas bez ładu i składu, ale jakoś taką mam zwichrowaną psychikę, że mi się ta muzyka podoba.
Co prawda już wyrosłem z etapu desekracji miejsc świętych, ale jeśli jeszcze kiedyś miałbym ochotę na chuligańskie akty na chwałę Szatana to właśnie przy akompaniamencie Hellfire Deathcult.
Ocena: 7/10
Tracklist:




