Wydawca: I Hate Records
Lubię wytwórnię I Hate Records, bo nie potrafię sobie przypomnieć kiepskiej płyty, którą wysłaliby mi do recenzji. Więc z tym większym zapałem zabrałem się za odsłuch nowego albumu Entrench – kapeli dotychczas mi obcej.
„Through the Walls of Flesh” to trzeci album zespołu ze Szwecji, na którym upchnęli coś z pół godziny thrash metalu – przepraszam, że mówię tak na oko, ale kurwa, przy takiej nawałnicy ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest patrzenie na zegarek. Fajnie chłopaki łoją, nieodkrywczo, ale fajnie. Co prawda zarówno brzmienie jak i produkcja są bardzo bardzo prymitywne, niemniej jednak ma to swój urok i na pewno wolę takie granie od na przykład wymuskanego i wychuchanego Formis na ten przykład. Entrench wzoruje się gdzieś tam na Sepulturze z okresu „Schizophrenia”, trochę na Dark Angel, a kiedy indziej na przykład na jedynce Death. Jedynym problemem jest jednak to, że niewiele zostaje mi w pamięci po tym krążku poza tym, że brzmiał prymitywnie i był osadzony głęboko w korzeniach death/thrashu. aden riff, żaden refren – nic po nim nie zagnieżdża się na dłużej w moim płacie ciemieniowym, nie mówiąc już o korze mózgowej. Trochę szkoda.
Cóż, aż tak zajebiście jakbym chciał to nie jest, ale jest znośnie. Sami rozważcie, czy w natłoku płyt rekomendacja „znośnie” jest wystarczająca. Łbem na pewno do tego pomachacie, nie wiem tylko czy będziecie często wracali.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | The Coming Storm / Dawn of War | ||
| 2. | Enter the Fray | ||
| 3. | Iron Coffin | ||
| 4. | Dead End | ||
| 5. | The Warmonger Sacrament | ||
| 6. | White Light Precedes Black Rain | ||
| 7. | Fragments / Shadow of Death |





