Wydawca: Mythrone Promotion / Defense Records
Tak się jakoś składa, że ostatnie kilka płyt sygnowanych logiem Defense Records nie zachwyciło mnie szczególnie. A jak będzie z F.O.A.D.? Czy zaskarbią sobie uczucie recenzenta?
No wałkuję to „Birth of Extinction” już drugi miesiąc. I wiele z tego wałkowania nie wynika, coś na zasadzie – chciałbym, ale się boję. Boję się ostatecznie zawyrokować, czy to co słyszę w tych siedmiu utworach jest materiałem, który zawładnie na dłużej odtwarzaczem w mieszkaniu czy też nie. Z jednej strony tym numerom nie powinno niczego brakować – dobry, kanciasty thrash metal obleczony w chropowate brzmienie, z wplecionymi wpływami z wielu innych gatunków (jak na przykład odrobina doom metalu w nomen omen „Doomed Rebirth of Christ”, gdzie dodatkowo mamy kobiece wokale), albo trochę crustowo w „Deathcamp VIII”. Ogólnie przy odsłuchu F.O.A.D. noga chodzi, głowa się buja, ale po zakończonej sesji niewiele pamiętam. No pograli pograli i poszli. To znaczy nie poszli, bo dostajemy na tym krążku jeszcze cztery numery bonusowe – z demówki z 2014 roku oraz z 2012. Uważam, że F.O.A.D. Brakuje jednak odrobinę pierdolnięcia, przynajmniej w wersji studyjnej, bo takie kawałki jak „Holiday in Armenia” czy „Bastard Son” na żywo mogą wypadać zdecydowanie lepiej (mają przynajmniej ku temu potencjał).
W ostatecznym rozrachunku i po długich bojach odstawiam ten krążek na półkę z kategorią, solidne acz średnie. Może dojrzeje z czasem jak wino albo coś.
Ocena: 6/10
Tracklist:





