Zastanawia mnie, co niektórzy widzą w takim graniu. No serio, to już chyba zamiast słuchać czegoś takiego to wolałbym po każdorazowej defekacji nabrać trochę na palce i rozsmarować sobie na czole.
Mówię w tym momencie o kapeli Wizards of Gore. Nagrali album, który zatytułowany jest „Tales of PartyPornoGoreGrind”. Czyli co, już wszyscy wiedzą, o co kaman? Chujowe, jednostajne chropowate riffowanie, chujowe prosiakowanie, fekalna otoczka i chujowa okładka. Oczywiście jakieś sample są. Chujowe. Niby to skoczne, takie przyjemne umpa umpa, ale kurwa – nawet osoby z aparatami słuchowymi poznają różnicę między nimi a na przykład takim Dead Infection. Naprawdę, że komuś chce się to wydawać i promować. Po zdjęciach widzę, że Chorwaci to pewnie jeszcze piwa nie mogą kupić, a ta seksualna obsesja to może przez to, że Chorwatki są naprawdę piękne, a oni wciąż są prawiczkami… Chuj wie. To jest album, który zrecenzowałem po półtora przesłuchania i sam się sobie dziwię, że tyle wytrzymałem. Nuda wymieszana z żenadą. Ja wiem, śmieszki i heheszki, ale są pewne granice, których przekroczyć nie można.
No kurwa, leci taka ocena, ale sami tego chcieli. Kał to kał. A za nazwanie zespołu w ten sposób powinno się ich skazać na gwałt doodbytniczy rozgrzaną lokówką.
Ocena: 1/10
Tracklist:
1. Grinding the Granny 02:07
2. Funkintro 00:17
3. Funky Shit Drakkar 02:02
4. Pork Sex Supreme 02:13
5. Porktro 00:56
6. Brown Magic intro 00:39
7. Radagast the Brown 02:02
8. TITS!..or Azkaban 01:29
9. Sun rose over the Asshole 01:28
10. Wizards – Senpai 01:46
11. yer a wizard Harry 01:22




