Wydawca: Testimony Records
Tak w ogóle to się zdziwiłem, że najnowszy album The Dead Goats ukazał się w Testimony Records, a nie jak wcześniejsza EPka w jednej polskiej wytwórni. Ale widać tak chłopaki chciały, nie wiem tylko jak przełoży się to na promocję, bo jakoś nie widziałem wielkiego ruchu w tym temacie po wydaniu „All of Them Witches”.
Ale jak to się mówi: ciach Walenty, na bok sentymenty. Mamy dwójkę od The Dead Goats i pod względem artystycznym jest naprawdę bardzo dobrze. Ten album ma ten pierwiastek, którego brakło mi na chwalonym ostatnio szeroko debiucie Eteritus – ma odpowiednią dawkę brudu, pierdolnięcia i ponurej aury – wszystko na jednym albumie. Świetną rzecz robią te króciutkie klawiszowe wstawki, może to przez tytuł a może samoistnie przywodzące na myśl stare dobre horrory. Ale jest ich mało, a tak po prawdzie to zebraliśmy się tu, by słuchać szwedzkiego death metalu, chropowatego jak nieoheblowana deska w sraczu. Od początku przelatujemy przez ten krążek jak przez pordzewiałą zjeżdżalnie w basenie – tylko, że naszą dupę, poharatną przez nierówności, gwoździe, odstające kawałki blachy dodatkowo traktuje mocno osolona woda. Uwielbiam u tych typów do tego te dwa wokale, jeden bardziej wkurwiony od drugiego. Świetnie komponują się z potężnymi, brudnymi riffami. A perkusyjno – basowe smaczki jak to zwolnienie w „Dwarves in my Coffin” – cudo. Albo na początku „The Gloom that Came to Salem” – połączenie klawiszowej wstawki z perkusyjnym ponurym rytmem… Właśnie takimi motywami Martwe Kozły kupiły me serce i mielą je do dziś. Oczywiście przy akompaniamencie muzyki z „All of them Witches”.
No to podsumowanie będzie krótkie, jak i cała recenzja. Tego albumu nie może u Was zabraknąć, tak po prostu, po ludzku musicie go mieć i katować nim sąsiadów, rodzinę, kolegów i samego siebie. Przesmaczne!
Ocena: 9/10
Tracklist:




