Mówi się, że co dwie głowy to nie jedna, a gdy głowy są trzy, a do tego wjebane na tępy pal to wóczas można zaryzykować stwierdznenie, że będziemy mieli do czynienia z dobrą imprezą.
A taką zgotowali nam właśnie wespół w zespół panowie z Putrid Evil, Sacrofuck oraz Execution of Light. Zacznijmy od gdańskiego Putrid Evil. Za garkami zasiada pan Dolek, więc średnio zorientowani w arkanach polskiego podziemia już wiedzą, że nie ma co liczyć na klawiszowe pasaże i użycie ludowych instrumentó. Siedem kawałków Putrid Evil to utrzymany w starym dobrym stylu death metal. Słychać tutaj trochę wspólnych inspiracji z Poisoned, na przykład bardzo wczesny Vader, ale odnoszę wrażenie iż w przypadku Putrid Evil ten death metal jest jeszcze prymitywniejszy, do tego mamy tu sporo prymitywnego, wczesnego grinda w stylu Terrorizer (Impetigo zostało nawet scoverowane, więc sami widzicie…). Lubię, podoba mi się, bierę! W chuj dobre granie, chyba, że Twoim ulubiony zespołem death metalowym, drogi czytelniku jest Amon Amarth. Po siedmiu obrzydliwych strzałach dostajemy w buzię od stołecznych entuzjastów metalu śmierci. Tu z kolei dostajemy pięć utworów. Brzmienie jeszcze bardziej zapiaszczone, a choć to wciąż metal śmierci – brzmi inaczej niż u poprzedników. Od pierwszej demówki muzyka Sacrofuck kojarzy mi się z wczesnymi numerami Cannibal Corpse czy Malevolent Creation, ale też zagrana w sptymitywizowany sposób, robotę robią dodatkowo zwolnienia, ugh! Smaczku dodają polskie teksty, opiewające różnego rodzaju patologie, ale wiadomo – w Warszawie nie ma letko. Bardzo miła dla śmierćmetalowych uszu propozycja. Całość zamyka Execution of Light, przyznam że dotychczas mi nieznany. Nazwa kojarzy się z odcięciem prądu przez zakład energetyczny, ale muzycznie już jest zdecydowanie poważniej. Nie zgadniecie, chłopaki łupią… death metal. „Łupią” to dobre określenie, bo aby nie odstawać od pozostałych kapel i tutaj nie ma co liczyć na nowoczesność. Brzmienie brzydkie, utwory też – całość wypada niczym oddech wymarłych światów wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Ponury, utrzymany w średnich tempach… i ten zajebisty pogłos nałożony na wokale! Tych czterech również robi mi bardzo dobrze. Widać w Poznaniu też wiedzą, co to jest death metal.
Jest to jeden z lepszych splitów, jakie wpadły mi ostatnio w spragnione death metalu łapska. Wszystkie kapele różnią się od siebie, od każdej bije inny rodzaj odoru. Zdecydowanie polecam maniakom podziemnego metalu.
Ocena: 8/10
Tracklist:





