Atomwinter znam, bo kiedyś w ramach trade’u dostała mi się ich demówka. Nie powalała, ale była w sumie całkiem spoko. Ale potem sobie o nich zapomniałem, aż do momentu gdy w skrzynce na listy wylądował pakunek, a w nim między innymi „Iron Flesh”.
Jest to ich drugi album jak widzę, więc trochę mi umknęło jeśli chodzi o dyskografię Atomwinter. Nie powiem, jest fajnie. Masywny death metal w którym pobrzmiewają zarówno echa Szwecji, jak i Europy kontynentalnej – na myśli mam Holandię na przykład. A także – Bolt Thrower. Jak posłuchacie sobie takiego „Beheaded” to wyłapiecie wszystkie te inspiracje. Jest fajnie, bo „Iron Flesh” brzmi bardzo ciężko – słuchacz zostaje wprasowany w ziemię, a na ciele zostają mu tylko ślady gąsienic. Prują ci Niemcy przed siebie jakby zaspali i im Blitzkrieg uciekł sprzed nosa, czasem tylko jakby w błoto wpadli i zaboksowali, więc tempo wtedy może mniejsze, ale moc ta sama. Oczywiście słuchając dwójki Atomwinter dociera do Was, że takich zespołów jest krocie, ale przy takiej fajnej rzeźni to naprawdę nie jest mankament.
Krótko wyszło, ale tak po prawdzie – jest to krążek do opisania w kilku słowach, więc i tak powinienem zostać pochwalony, że przyłożyłem się ciut bardziej. Dobra płyta.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Mother of War | ||
| 2. | Bloodcult | ||
| 3. | Mörser | ||
| 4. | Beheaded | ||
| 5. | Tank Brigade | ||
| 6. | Silencer | ||
| 7. | Iron Flesh | ||
| 8. | Purify the Spawn | ||
| 9. | Another Pain |





