Brazylijska horda Bode Preto wyskoczyła niedawno ze swoim drugim krążkiem. I co? I rozjebali mnie mniej więcej jak tego żyda na okładce.
Nie znałem ich wcześniej. To znaczy znałem jedynie nazwę, ale muzyki już nie, a widzę, że był to jednak grzech zaniedbania. Bode Preto na „Mystic Massacre” serwuje nam bowiem black/death metal pierwszej wody, choć może bardziej na miejscu byłoby powiedzieć – krwi… Brazylijczycy powalają wprost swoją intensywnością, wśród tych czternastu numerów nie ma miejsca na chwilę oddechu, cały czas dokonuje się muzyczny holocaust na wysokich obrotach. Zresztą – jeśli mamy czternaście utworów, a cały krążek trwa pół godziny, to o czymś to świadczy, prawda? Trudno wskazać jedno źródełko, z którego czerpią inspiracje, bo rozstrzał jest spory i słuchacz znajdzie tu wpływy Impaled Nazarene, Sarcófago, Blasphemy, Zyklon B, Marduk, Angelcorpse… Długo by wymieniać, a pewnie i tak nie wszystko by się tu znalazło. Ale to nieważne, gdy z głośników płynie taka wspaniała sieczka. Bo to jest sieczka, surowa, charakterystycznie brzmiąca. Wściekły wokal wyrzyguje siarczyste wersy, szybkie i agresywne riffy tną ciało, a wszystko to uzupełnione przez perkusję o częstotliwości strzałów z uzi. To nie jest muzyka do rozkładania na części pierwsze, ona ma słuchacza zmaltretować i to właśnie robi.
No to mam kolejny zespół dopisany do listy pod tytułem „zakup konieczny”. Myślę, że ci, którzy zapoznają się z „Mystic Massacre” potwierdzą moje słowa. A jeszcze odnośnie tytułu – mistycyzmu tu niewiele, ale masakra najprawdziwsza.
Ocena: 8/10
Tracklist:





