Wydawca: World Terror Committee
Kurwa, głównym bólem tej płyty jest to, że trwa niemal osiemdziesiąt minut. Czy to nie strzał w kolano, lub nawet oba?
Serio, przez cały album za jednym razem udało mi się przebrnąć może z dwa – trzy razy. Bo problemem jest nie tylko długość, ale i to, że Thy Darkened Shade nie porywa mnie. A powinni – są z Grecji i grają black metal, więc już na starcie mają u mnie wotum zaufania. I gdyby odchudzić ten album o połowę, byłoby wyśmienicie. Niestety, Grecy zdecydowali się upchać na „Liber Lvcifer I: Khem Sedjet” ile tylko się dało, efektem czego – oczywiście moim zdaniem – sporo jest tu typowego zapychania. Drugą konsekwencją jest z kolei to, że te naprawdę dobre fragmenty (a jest ich sporo) po prostu toną w tym wszystkim. Thy Darkened Shine można opisać jako zespół po części eksplorujący tradycyjne greckie brzmienie, a z drugiej strony – poszukujący. Niekiedy kojarzy mi się z inną kapelą z ich państwa, mianowicie Septicflesh, głównie z uwagi wschodnie, orientalne patenty. Na tym krążku nie ma tak, że cały numer jest zły lub cały jest dobry – przy piosenkach trwających po dziesięć – dwanaście minut rzecz jest bardziej złożona. Bo na przykład jeden utwór Was dwa razy zachwyci i dwa razy znudzi, hehe. Na szczęście więcej jest na „Liber Lvcifer I: Khem Sedjet” tych lepszych fragmentów, co ogólnie rzutuje pozytywnie na drugi krążek tego zespołu.
Więc pomimo gorzkiego wstępu podsumowanie i ogólna ocena będzie już słodsza. Jeśli są tutaj maniacy greckiej szkoły (a wiem, że jest Was tu wielu) a dodatkowo jesteście cierpliwi – zapoznajcie się z Thy Darkened Shade. Oczywiście cały czas twierdzę, że ten album krótszy byłby lepszy, ale i tak jest okej.
Ocena: 7/10
Tracklist:




