Wydawca: Scarlet Records
I kolejna płyta zaczynająca się od chujowego i nikomu niepotrzebnego intra. Kurwa, po co ktoś zamieszcza minutę dźwięków tak cichych, a do tego nic nie wnoszących?
Tym razem narazili mi się duńskiego Horned Almighty. Słyszałem coś tam kiedyś od nich i pamiętam, że nie pozamiatało mną wówczas. Teraz przyszła pora na ich kolejny duży krążek, który nosi tytuł „World Of Tombs” i jest ich płytą numer pięć. Co ja Wam mogę powiedzieć na temat tej muzyki? Że jest miksem black metalu z thrashem, lekko zahaczającego o black’n’roll, że jest dobrze wyprodukowana, że ma dobrą okładkę i że totalnie mnie nie porwała. Niby przeważająca część ich twórczości to szybsze kawałki, które teoretycznie powinny kopać dupsko, ale praktycznie to one mnie nie porywają. Abstrahując od tego, że ostatnio coś mało która nowa produkcja mnie porywa, tak Horned Almighty nie porywa mnie faktycznie. Starają się grać z takim niby black metalowym luzem, punkowym podejściem do sprawy, a ja słucham czekając aż coś na „World Of Tombs” pierdolnie i mnie zmiecie z powierzchni. Na próżno, bo ja czekam dalej, a tu nic, poza rozbujanym black metalem, który nie pozostawia w pamięci pojedynczego riffu. O dziwo sporo osób zachwyca się twórczością Duńczyków, jednak mnie nie jest dane jak na razie odkryć tego czynnika, który u nich powoduje, że płyta wchodzi i się podoba, a u mnie sprawia, że chcę zmienić ten album w odtwarzaczu, na coś sprawdzonego… To może teraz jedyneczkę Bathory? Chętnie.
No nic, nie zaciekawili mnie, nie kupili i musimy z tym żyć. Ja, oni i Wy.
Ocena: 6/10
Tracklist:




