Przyznaję się od razu: jestem całkowicie bezkrytyczny w stosunku do Master’s Hammer! Uwielbiam to, co robią i uwielbiam jak to robią. Puszczam mimo uszu wszelką krytykę pod adresem tych Czechów i oddaję im hołd za każdym razem, gdy wydadzą coś nowego.
I tak się też stało niedawno: nowy długograj zatytułowany „Vagus Vetus” ujrzał światło dzienne a ja już mam mokro w gaciach hehe. Szybki transfer gotówki, listonosz jak oparzony biegnie do moich drzwi, po czym ja nerwowo otwieram paczkę i drżącą dłonią umieszczam CD w odtwarzaczu. Wygodnie siadam na fotelu i słucham… I oczywiście dostaję to, co lubię najbardziej. Kapitalny, jedyny w swoim rodzaju i unikalny black metal, który może powstać tylko w Czechach i tylko w umysłach tych muzyków. Słuchając tej płyty nie mogę wyjść z podziwu jak im udaje się balansować na granicy takiego kiczu. Grają świetną muzykę, która miejscami ociera się o jakaś niepojętą karykaturę samej siebie. Ale ten balans na granicy tego, co powszechnie można nazwać „wsią” to chyba największa siła tego materiału. Sprawia, że jest on naprawdę wyjątkowy i przede wszystkim zapada w pamięć. Każdy kawałek jest unikalny i każdy ma jakiś element, który potrafi wbić się pod czaszkę i potrzeba trepanacji, żeby go wyciągnąć. Żeby nie rzucać słów na wiatr: posłuchajcie „Panuška” albo „Nengemengelengem” to zrozumiecie, o co mi chodzi. Te numery raz przesłuchane zapadają w pamięć, ale jednocześnie przesłuchane po raz setny nie nudzą. Też niezłe są teksty, nie znam czeskiego, ale z tego, co mi Google Translate podpowiada to jest to nieźle pojebany stuff hehe.
Nie wiem jak Czesi to robią. Stare dziadki z nich, powrócili po długiej przerwie w 2009 roku płytą „Mantras” i od tej chwili nagrywają coraz to lepsze krążki. Jak tak dalej pójdzie to przy następnym braknie mi skali ocen hehe.
Ocena: 10/10
Tracklist:





