Graves At Sea – nazwa jak wymyślona przez pasażerów malezyjskich linii lotniczych. Ale kończmy z tym czarnym humorem, przejdźmy do recenzji.
Kapela podpisana jest jako sludge/doom, a ostatnio sporo takich do mnie trafia i więcej w nich sludge’u niż doom’u. Tu na szczęście jest na odwrót. Siedmiocalówka Amerykanów to tylko dwa numery, przy czym jedynie jeden z nich to autorska kompozycja – mowa o tytułowym „This Place is Poisoned”. Numer przepełniony po brzegi tłustym i ciężkim doom metalem, czerpiącym od Tych, Którzy Wszystko Zaczęli, jak i ich wybitnych epigonów w postaci Cathedral, Saint Vitus czy innych dość oczywistych szyldów. Fajnie ten numer płynie, gitary rzężą, bas gdzieś tam lekko w tle daje o sobie znać, a dwa wokale robią co do nich należy w nader przyjemny sposób – jeden jest dość tradycyjnym, lekko przychrypniętym, z growlowymi naleciałościami, drugi zaś bardziej skrzekliwy. Naprawdę świetnie to wypada, bardzo klasycznie i z tradycyjnym feeleingiem. Potem dostajemy przeróbkę Praojców – „Orchid/Lord Of This World”. Wstęp do niej jest niezły, rzekłbym nawet, że bardziej depresyjny, potem natomiast jest już dość przewidywalnie – czyli w zasadzie odegrany numer Sabbsów na lekko przerobioną modłę, ale dość wierną oryginałowi.
Reasumując jednak – Graves At Sea wypada dobrze, nawet nie spodziewałem się, że ta siódemka tak mi się spodoba. Robi smaka na więcej, a jako, ze zespół nie wydał jeszcze pełnowymiarowego debiutu – jest na co czekać.
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | This Place Is Poison | ||
| 2. | Orchid / Lord of This World (Black Sabbath cover) |





