Wydawca: Iron Bonehead Productions
No, takiej muzyki mi dziś trzeba było. Bo jest pewna lista kapel, które najlepiej wchodzą mi, gdy jestem totalnie wkurwiony. Do tej listy dopisałem jakiś czas temu właśnie Heresiarch.
Wtedy akurat trafili na moją listę dzięki EPce „Hammer of Intrasigence”, a teraz katuje się nowym dziełem Nowozelandczyków – „Wælwulf”. Tym razem zamieścili tylko trzy utwory, ale na mocy nic to nie straciło. Ale słyszalne są zmiany. O ile wcześniejszy materiał utrzymany był w klasycznym kanadyjskim black/death metalowym stylu a’la Revenge, Conqueror i Blasphemy, gdzie wszystko zapierdala przed siebie jak zaciężna machina wojenna, o tyle nowa EPka brzmi tak samo – tylko wolnych fragmentów jest więcej. Numer tytułowy jeszcze dość mocno nawiązuje do wcześniejszego przekazu, ale już taki Abrecan to w większości miarowe stukanie perkusji, wolne uderzenia w struny i ponuro ryczący wokal – wszystko sączy się powoli, lecz nieubłaganie, jak Cyklon B z puszki. Koniec może być tylko jeden. I nie jest on miły. Heresiarch na „Wælwulf” uzyskało chyba jeszcze bardziej bezlitosny przekaz dzięki temu drastycznemu obniżeniu tempa. Ponadto EPka nie jest długa więc może przez to wrażenie zwolnienia w stosunku do poprzedniczki. A może nie.
Nieważne, każdy z Was powinien natomiast zapamiętać, że jeśli macie na półce „War Cult Supremacy”, „Fallen Angel Of Doom” i „Scum.Collapse.Eradiction” to musicie wygospodarować i miejsca na „Wælwulf”.
Ocena: 8,5/10
Tracklist:
| 1. | Waewulf | ||
| 2. | Endethraest | ||
| 3. | Abrecan |




