Wydawca: Defense Records
Są przystojni, młodzi i wykształceni, z niejednego pieca chleb jedli, czasem mieli pod górkę, a czasem wiatr w oczy. Ale nie łamią się, a reorganizują, zaciskają pośladki jak koza w Afganistanie i…
I tym sposobem „Słynna Praczka i Chór Wujów” stała się faktem, a sygnowana jest logówką Cremaster. Ja wiem – niejeden i niejedna z Was ma problem z tym zespołem. Bo jakże tak, metalowcy co na scenie przebrani są za krowy czy kurczaki. Może Attili się upiekło, no ale to Attila, hehe. Jednak ja słucham sobie tego kabaret metalu i morda mi się cieszy, brzuszek ze śmiechu podskakuje i krople śliny spadają na klawiaturę mą. Oczywiście, mamy tutaj takie songi jak „Kózka Jasztanka”, która z mocną muzyką ma niewiele wspólnego, czy „Hańba ożywicielom grzesznego Janusza” (choć tutaj polecam fanom Behemoth – mnie co prawda na trop musiano naprowadzić, ale jak człek zakuma, to już frajda, hehe) lub też utwór ukryty, o którym mówić nie powinienem, gdyż on jest ukryty. Ale mamy też „bABBA”, które jest niczym innym jak rasową thrash/death metalową napierdalanką. Mamy „Nie atakuj Flakiem” utrzymane w bardziej celticfrostowej nucie. Mamy „Dank is Ped” – punk/crossoverową petardę pędzącą jak pendolino. Jest też cover – „Przebudzenie Pradawnej Bestii”. Fani Asphyx mogliby zacierać ręce, a ja tylko żałuję, że jak byłem w maluchach, to nie znałem tej wersji. Teraz dzieci to jednak mają lepiej, zdecydowanie. „Calcium Sathanas” ponownie utrzymane w doom/death metalowej stylistyce, poprzedzone natchnioną inkantacją („Per rectum ad astra” pragnę sobie wytatuować pewnego dnia, takie piękne motto życiowe…). No i zimną industrialną „I Lód Divinum In Anus” – zdehumanizowaną, aż po cebulki we włosach łonowych. Ach tak – jeszcze crossoverowe „Wunderwaffel”. Równie miłe uszom mym. I teraz tak – gdyby Cremaster miał tak zwany poważny image, pewnie pałowanie się nad tym krążkiem było zdecydowanie powszechniejsze. Gdyby teksty były obcojęzyczne – o wiele więcej osób przymknęłoby na nie oko, bądź dwa. Ale tu odsyłam do „Nie atakuj Flakiem”, a tam stoi jak byk – dowolny debilizm przejdzie w języku Szekspira. Ale debilizmy w języku ojczystym już metaluszkom nie leżą. Zaś teksty (przynajmniej w części) są celną szpilą wbijaną z lubością w dupę wszystkim po trochu, ciętym (i doskonałym) wokalem między innymi Tymka, ale też i Atamana na ten przykład. Tak więc – muzycznie czwarty opus Dźwigacza Jąder to kawał porządnego metalowego grania z kilkoma odskoczniami. Tekstowo – humor plasujący się raczej bliżej Monty Pythona niźli „Świata według Kiepskich”. Sami zdecydujcie, czy Wam to pasuje.
Zaś moim zdaniem „Słynna Praczka i Chór Wujów” to miła płytka do odtwarzania, jeśli ktoś choć trochę pragnąłby się wysilić na przymrużenie oka. Wszak wiadomo, ze rock’n’roll to jeden wielki szwindel i nawet Varg uśmiecha się czasem pod nosem…
Ocena: 8/10
Tracklist:




