Wydawca: Debemur Morti Productions
Manes to taka dziwna kapela, która zaczynała od klasycznego black metalu, a skończyła… W sumie to nie skończyła, bo właśnie powrócili. Na dzień dobry – płytą „Teeth, Toes and other Trinkets”.
Co na niej znajdziemy? Kompilację różnych kawałków, przede wszystkim niepublikowanych, trudnych do dostania obecnie, remixów i tak dalej. Przede wszystkim – nie ma tu metalu. Obecnie Manes odpłynał w dziwne rejony trip hopu, rocka, jakichś nostalgicznych klimatów wymieszanych z elektroniką. Ale – pomimo że to całkiem nie moja muza, słucha się tego dobrze, przy założeniu, że tolerujecie coś innego niż „trzy akordy, darcie mordy”. Mamy tu bardziej rockowe numery, jak zarejestrowany na żywo „Ende” albo „Nobody Wants The Truth”, albo po prostu zremixowane kawałki w stylu „The Cure” czy „Deeprooted”. Krążek „How The World Came to an End” podobał mi się bardzo, choć został wydany ponad sześć lat temu, więc i rzeczy zawarte na „Teeth, Toes and other Trinkets”. Pozornie – jak to każda kompilacja tego typu – jest to bardzo różnorodny album, ale całość spina klamra mirażowej atmosfery. Rozmyte riffy, beaty, elektroniczne wstawki i przeszkadzajki, szmery – słychać, że wszystkie wychodzą od jednego zespołu. Kurde, taki „Tzolv” ma świetny transowy klimat, idealny jako ostatni numer przed snem – akurat nie wszystkie kawałki, które zostały tu zawarte znałem wcześniej, więc jaram się nimi po raz pierwszy, hehe. To zdecydowanie nie jest zespół, ani płyta dla metalowych amiszów, to wiem na pewno. Takie kompilacje są faktycznie dla fanów zespołów, zwłaszcza, jeśli kapela jest tak niekonwencjonalna jak Manes.
Oceny nie będzie, zachęcał nie będę – myślę, że jeśli ktoś zna muzykę Norwegów i ich najnowsze dokonania sam będzie wiedział, czy jest zainteresowany, czy też nie. Ze swojej strony napiszę tylko, że to dobry krążek, jako odskocznia od hałasu.
Tracklist:




