Oczywiście, pierwsze co urzeka w demówce Raped Christ to ich miła oku okładka. Ileż można oglądać diabłów, kościołów. Nie ma to jak zdrowa cipka.
Raped Christ widać ma gust dobry i wie co metaluchy lubią. I wie też co metaluchy lubią słuchać – przynajmniej takie jak ja. No bo nie każdy metaluch lubi black 'n’ rolla, a tym właśnie para się Zgwałcony Chrystus. Ich twórczość wydaje mi się namaszczona przez zespoły typu Carpathian Forest, Venom, Hellhammer. Nie, to zdecydowanie nie jest dla metaluchów, zwłaszcza tych dywagujących o ostatnim Amon Amarth i walących konia pod teasery do kawałków Behemoth. To raczej dla perwersów, pijanych, machających łbami przy piwnicznych dźwiękach, a przy tym dewastujących co się da. To granie jest proste i chamskie jak rolnik na blokadzie, a przy tym potrafi przyjebać jak ten sam rolnik po kilku głębszych swej ślubnej. Łeb się buja do tej muzyki sam, a co dopiero by było, gdyby napełnić go wódą? Black’n’Roll serwowany przez Raped Christ to muzyka wybitnie koncertowa. W średnich tempach, czasem lekko przyspieszają („Jesus Christ Slain in a Gas Chamber”), z utrzymaną rytmiką i odpowiednim ciężarem oraz ilością brudu. Nie jest skomplikowana co się chwali, niesie ze sobą pokaźną dawkę czarciego wkurwienia. A żeby jeszcze dobitniej ukazać, że przelewek nie ma, na koniec wyłapujemy w pyski coverem Beherit. Tu nie ma kurwa rozczulania się.
Pierwszy kamień w łeb ukrzyżowanego żyda został rzucony, czekam teraz na następne ejakulacje nienawiści. Jest dobrze, więc nadzieja jest. Brak tylko Wiary i Miłości. Chuj z nimi.
Ocena: 7/10
Tracklist:
01. Possessed Whore
02. Incubus Bestial Fuck
03. Raped Christ
04. Jesus Christ Slain in a Gas Chamber
05. Sadomatic Rites




