Master mniej więcej rok po wydaniu poprzedniego albumu już zaatakował z nową płytą. Podoba mi się ta regularność, zwłaszcza, że wcześniej to różnie z tym u nich bywało. Ale widać, że Paul paradoksalnie im starszy tym płodniejszy.
Tak się złożyło, że piszę tę recenzję dziś, 28 września. A w ten dzień Paul Speckmann obchodzi swoje pięćdziesiąte urodziny. Jak to mówią, życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a najlepiej po dwóch. W kwestii Master jednak chyba nie można powiedzieć o jakimś dole kompozycyjnym, ich krążki zawsze utrzymywały się na przynajmniej dobrym poziomie. „The Witchhunt” moim zdaniem w porównaniu do wcześniejszego „The New Elite” nie odstaje. Ba. Nie wiem, czy nie jest jeszcze bardziej agresywna. Widać Paul z młodego gniewnego stał się starym wkurwionym i dobrze mi z tym – posłuchajcie niemal punkowego riffu w „Another Suicide”, szybkiego wwiercającego się w korę mózgową. Choć oczywiście wszystko jest „pięknie” brzmiącym death metalem, zdecydowanie nie dla fanów Amon Amarth, hehe… Kolejny kawałek, „Waiting to Die” to już z kolei klasyczny Master – rytmiczny, w średnioszybkim tempie. Zresztą „God Of Thunder”, który jest już zdecydowanie szybkim kawałkiem również ma na sobie wypalone piętno brodacza. W zasadzie cały czas czuć, że płyta wyszła spod łap Master, nawet jeśli gdzieś pojawią się jakieś obce – na pierwszy rzut ucha wtręty. Jeśli jest surowa produkcja, chrypa Speckmanna, pędzące proste utwory – jest i Master.
Dla mnie czesko – amerykański alians nie ustępuje w niczym poprzedniej produkcji, więc i ocena nie będzie inna. A ja czekam na krakowski koncert Master za miesiąc, oczekiwanie umilając sobie „The Witchhunt”.
Ocena: 9/10
Tracklist:





