Wydawca: Doomentia Records
Ja się zastanawiam, czy ci kolesie faktycznie są wierzącymi chrześcijanami, czy sobie tylko takie wice stroją. Nie wiem, choć dla mnie osobiście nie powinno być miejsca w metalu dla takiego gówna jak chrześcijaństwo.
Pomijając jednak niepewne jak dla mnie zapatrywania członków krakowskiego Evangelist skupię się na muzyce – a tą jest epicki doom metal, silnie inspirowany klasykiem gatunku, czyli Candlemass. Muzyka jest wzniosła, patetyczna, ciężka i mroczna, a plusem są solówki – naprawdę bardzo dobre. Ogólnie, muzyka jest całkiem przyzwoita – zwłaszcza jeśli łyka się doom metal jak smakową wódeczkę. Riffy powoli się snują w kierunku słuchacza, ale konsekwentnie go oblepiają, zastygając na nim, tworząc twardą, wzniosłą skorupę… Może chwilami denerwować może wokal, a konkretnie dykcja wokalisty, ale rozumiem, że to też ma być taka konwencja. Mankamentem jest to, ze te numery są do siebie trochę zbyt podobne – wolno, wzniośle, wolno, solo, wzniośle, wolno – w sumie większość zamyka się w takim schemacie, przez co chwilami wyłączam się i nie kojarzę, który to numer aktualnie leci. Ale to nie jest jakaś wielka przeszkoda – jak człowiek się już wsłucha to pogrzebowe melodie Evangelist wpadają w ucho i czasem jakaś ni stąd ni zowąd pojawi mu się w głowie. Już widzę, jak – jeśli pogłoski o wierze w żyda na patyku są prawdziwe –tysiące gardeł w Krakowie śpiewa wersy „Deadspeak” podczas dni młodzieży – wszak ich miasto, nie? Hehe…
Jako, że Polacy nie mają jakichś wybitniejszych osiągnięć w dziedzinie klasycznego doom metalu, to Evangelist jest miłym dla ucha wyjątkiem. Zakochani w Candlemass mogą śmiało sięgać.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Blood Curse | ||
| 2. | Pain and Rapture | ||
| 3. | Deadspeak | ||
| 4. | To Praise, to Bless, to Preach | ||
| 5. | Militis Fidelis Deus |





Najlepsza polska płyta z tego roku, a tu takie kręcenie nosem? Nie do wiary. Mistrzowskie dźwięki, jakich dawno ten parszywy kraj nie słyszał. Co do wiary członków, to znając ich wypowiedzi tu i ówdzie sądzę, że prędzej by sobie siusiaki obcięli niż przyznali do wiary w Pana Jezusa.
Oracle – typowy metaluch, wyznaczający dla czego jest miejsce w metalu, a dla czego nie ma. Szkoda, że dużo jeszcze czasu upłynie, zanim będzie można stwierdzić – „nie powinno być miejsca w metalu dla takiego gówna, jak metaluchy” :>
Nie łam się, nas – metaluchów wyprze niewidzialna ręka metalu. Rozprawi się ona z nami – keynesistami metalu, którzy chcą wprowadzić interwencjonizm w tym wspaniałym gatunku muzycznym. Wówczas nastąpi metalowy leseferyzm i już każdy będzie mógł działać w metalu w prawdziwie wolny sposób, bez regulowania ze strony takich metaluszych recenzentów jak ja. ;]
Chrześcijanie kurwy dranie!