Wydawca: Sepulchral Voice Records
O ile mnie pamięć nie zawodzi to już ze dwa razy miałem do czynienia z hordami grającymi politycznie zaangażowany Black Metal stacjonującymi w mieście Quebec.
Chyba tam faktycznie jest jakaś wylęgarnia czcicieli rogatego, bo oto i moim oczom i uszom objawiła się kolejna ekipa z tego miasta, czyli Monarque. Mimo, że wydawnictw na ich koncie jest, że tak się wyrażę po staropolsku, do kroćset, to w tym roku dorobiła się ta horda z Kanady dopiero drugiego pełnego materiału. Pewnie każdy umiera z ciekawości żeby się dowiedzieć, co to za cuda znajdują się na krążku „Lys Noir”. Otóż nie znajdziecie tam żadnych wygibasów muzycznych czy filozofów z pod budki z piwem. Mamy tu do czynienia z Black Metalowym sucharem pokroju kawału: „Przychodzi baba do lekarza a lekaż też baba”. Ale mi się dobrze tego słucha. To chyba tak jak z kawałami jak jesteś najebany to największy skwarek cie śmieszy. Dodam, że pisząc tę recenzje nie jestem w stanie wskazującym, ale jak pierwszy raz sięgnąłem po „Lys Noir” to byłem po paru piwkach i chyba, dlatego siadła mi ta płyta od razu. Nie ma tu nic więcej poza Black Metalem.
Takim, jaki każdy z nas potrafi sobie wyobrazić, ale mimo wszystko ma to granie coś w sobie. Myślę, że od tego momentu będę zapoznawał się z dokonaniami Monarque zarówno w przód dyskografii jak i w tył.
Ocena 8/10
Tracklist:
| 1. | L’Appel De La Nuit | ||
| 2. | Vigor Mortis | ||
| 3. | La Quintessence Du Mal | ||
| 4. | Solitude | ||
| 5. | Mes Condoléances | ||
| 6. | Au Seuil Des Ténèbres (Frozen Shadows cover) | ||
| 7. | Comme Les Vers; Sous la bannière du Lys noir |




