Wydawca: Violent Journey Records
No to jedziemy z nowym materiałem Unhoped. Pierwsze słyszycie? Witam w klubie. Podejrzewam, że nasze grono jest dość spore.
Pomimo że kapela wydała już i demo i EPkę i nawet pełnowymiarowy materiał podejrzewam, że nawet w rodzimej Finlandii niewiele osób o nich słyszało. I przyznam, że również po wydaniu „Nuclear Death” zbiorowość osób znających muzykę Unhoped nie rozrośnie się znacząco. Dlaczego? Bo z zalewu thrash metalowych wydawnictw już naprawdę trudno wyłowić coś wartościowego. Mało tego – nawet u osób, które w thrash metalu siedzą zauważam zmęczenie materiału i ogólną negację całej nowej fali… Czy słusznie? Nie mnie oceniać. Mnie oceniać za to pięć utworów, które znalazły się na tej EPce i powiem tak: no jaj nie urywa, choćby bardzo zapewne starali się uczynić mnie eunuchem. Ale cóż. Może i u mnie jest już zmęczenie materiału – w zasadzie Unhoped wymieszało wpływy Bay Area pod postacią Exodus (z wysokości „The Tempo Of The Damned”), Testament czy Slayer. Oczywista oczywistość i nic ponadto. Dwadzieścia minut kanonicznego kanonu kanonów. Można słuchać, można machnąć głową i tupnąć nogą, ale raczej w przypadku, gdy nie ma pod ręką oryginałów – bo nawet spośród epigonów są kapele, które łoją mi dupsko bardziej, mocniej i skuteczniej. A Unhoped? Unhoped jest paradoksalnie dobre w swojej przeciętności.
Jeśli z thrash metalu słuchacie tylko klasyków, pewnie koło dupy Wam będzie Unhoped, ale jeśli lubicie również młodych naśladowców, możecie sobie obczaić „Nuclear Death”. Płyty bym nie kupił, chyba, że bardzo okazyjnie…
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Pestilence | ||
| 2. | Modern State of Sodomy | ||
| 3. | Eternal Infernal | ||
| 4. | Empire of Lies | ||
| 5. | Nuclear Death |




