Wydawca: Metal On Metal Records
Wiele razy już chwaliłem ten label za wyszukiwanie naprawdę świetnych zespołów i tym razem nie będzie inaczej. Przed Wami Arkham Witch.
Już po okładce widzicie, że mnogość tutaj lovercraftiańskich motywów jest tym, czego spodziewać się możecie. Po jednym z członów nazwy, a mianowicie „witch” spodziewać się z kolei możecie, że tym co usłyszycie na „Legions Of The Deep” będzie w jakimś stopniu doom metal. Jeśli doszliście do takich właśnie konstatacji, to nie pozostaje mi nic innego jak przyklasnąć Waszej prznikliwości – faktycznie, Arkham Witch miesza starego dobrego hard rocka z doom metalem lub epic/doom metalem. I w każdej odslonie wypada bardzo dobrze. „At The Mountains of Madness” może służyć za przykład tego, jak w wyśmienity sposób podać słuchaczowi na talerzu tłuste hard rock’owe riffy i świetną, płynącą melodię… I to właśnie takich bardziej hard/rockowego grania jest na drugim albumie Anglików najwięcej. A gdzie znajdziemy ten doom? No na przykład w otwierającym całość „David Lund”, mocno nacechowanym epicką wzniosłością, ale wciąż z dającym się wyczuć silnym hard rockowym tętnem. Natomiast potężnym heavy metalowym riffem charakteryzuje się „Infernal Machine” – dumnie kroczący, butny i bardzo mocny, zaś taki „On a Horse Called Vengeance” brzmi już niemal speed/thrash metalowo! Tutaj każdy numer ma swój własny charakter, każdy opowiada inną historię, a mimo to całość nie sprawia wrażenia rozczłonkowanej czy niespójnej. I za to właśnie tak podoba mi się muzyka Arkham Witch. Cholera, szkoda, że zespoły takie jak ten koncertując omijają Polskę, bo nie każdy ma możliwość nadupczania tysięcy kilometrów na zagraniczne festy. To tak przy okazji sobie pomyślałem, bo zastanawiałem się, jak muzyka z „Legions of The Deep” wypada na żywo…
No nic, na razie pozostaje mi jedynie delektowanie się muzyką Arkham Witch z płyty. Co niniejszym będę czynił…
Ocena: 8/10
Tracklist:




