Wydawca: World Terror Comittee
Zostałem zagadnięty jakiś czas temu: I jak tam ta nowa Horna? Odrzekłem – jak zwykle. Odzew był taki: czyli warto nabyć? I potwierdziłem – oczywiście.
Ten krótki wstęp mógłby posłużyć w sumie za całą recenzję, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś słucha black metalu i nie miał jeszcze okazji zetknąć się z twórczością Finów. Sam oczywiście nie znam całej ich twórczości, ale jak to mówi Ron Jeremy – liznąłem co nieco. I stwierdzam, że nie ma wielkich różnic stylistycznych pomiędzy „Askel lähempänä Saatanaa”, a ich wcześniejszymi ( choć nie najwcześniejszymi) produkcjami. To wciąż surowy, zimny i w zasadzie prosty black metal, trzymający się mocno kanonów tej sztuki jak mieszkaniec popegieerowskiej wioski zasiłku. Może i dla niektórych nie ma w tej muzyce nic ciekawego, jednak moje zdanie jest takie – lepiej grać to samo, o ile gra się to dobrze, niż wpierdalać się w dziwne eksperymenty, jeśli nie ma się o nich pojęcia. Horna gra brudny black metal już od niemal dwudziestu lat i dobrze im z tym, ja zaś słuchając takich kawałków jak „Yhdeksäs portti” czy „Kärsimyksin vuoltu hänen valittuna äänenään” czuję autentyczną nienawiść bijącą z tej muzyki, trzymaną wiele lat w brudnej i ciemnej piwnicy i wypuszczoną tyle co na światło dzienne. Szybko – średnie tempa, lub bardzo szybkie, zagrane bez zbędnych urozmaiceń, ale z kurewskim feelingiem starej szkoły black metalu – to znak firmowy Horna. Teraz leci akurat ostatni kawałek na krążku i powiem Wam, że jest kurwa mocarny, z dzikim riffem, pełen buty i plugastwa. To jest black metal co się zowie.
Nie wiem jak tam z wydawnictwami World Terror Comittee w Polsce, ale jak się tylko gdzieś ten krążek zjawi w dobrych pieniądzach, to pędem nabędę. Wam radzę identycznie.
Ocena: 9/10
Tracklist:





Sprawdź Allegro… 😀
Agonia ma za 25zł