Wydawca: Punishment 18 Records
Cóż, nie mogę powiedzieć, żeby ci młodzi Włosi wyglądali na takich co to żyją tak jak się nazywają, wdrażając w swoje życie zasady ultra przemocy. No ale pozory mogą mylić, bo o większości zamachowców mówią, że to tacy mili ludzie.
A jak z ich muzyką? Jest to kolejna z 28304839 zespołów złożonych z muzyków, którzy przyszli na świat w okolicach wydania „Souls Of Black”. I trzymają się kanonów thrash metalowych jak dobra katolicka polska rodzina zakazu jedzenia mięsa w piątek. Okładka autorstwa Eda Repki cieszy oczy, nie ukrywam, oczywiście tak jak nazwa nawiązuje do filmu Kubricka. Muzyka natomiast nawiązuje oczywiście do sceny Bay Area i jej sztandarowych nazw, których nawet nie widzę sensu wymieniać. Zgrzebnie chłopaki to wszystko odegrali, jednak przyznam się, że im więcej słucham tego materiału, tym bardziej mój entuzjazm opada – głównie z jednego powodu. Krążek jest za długi. Godzina muzyki to nie jest dobry pomysł, zwłaszcza, że oryginalność nie jest prawdopodobnie najważniejszą wytyczną podczas tworzenia muzyki przez Ultra – Violence. Nie mogę powiedzieć, że to jest chujowe granie, bo takim na pewno nie jest – jest jednak zbyt jednowymiarowe jak na taką dawkę muzyki. Uciąć z tego jedną piątą materiału i wychodzi zdecydowanie lepiej przyswajalny krążek. Niestety, panowie podeszli do sprawy zbyt ambitnie, wrzucając pewnie cały materiał jaki napisali od wydania EPki rok wcześniej. Oczywiście, żeby nie wyszło zbyt brutalnie zaznaczą, że mosh przy tej kapeli pewnie byłby przyjemny, ale wiem, że raczej nikt nie dałby im godziny na odegranie swojego show, hehe. I dobrze.
Płyta adresowana tylko i wyłącznie do nastoletnich maniaków thrash metalu, bo większość tych starszych i tak powie, że na chuj im takie coś, skoro wszystko już słyszeli wcześniej.
Ocena: 7/10
Tracklist:




