Wydawca: Hellthrasher Productions
Ostrzyłem sobie zęby na krążek Auroch, jak zresztą na większość wydawnictw z Hellthrasher Productions. Pierwsze odsłuchanie było okej, ale po kilku emocje opadły, jak po wielkiej bitwie kurz, cytując pana Grzegorza.
A jeszcze zanim przejdę do konkretów – wcześniej kapela grała pod nazwą… Tusk. Dobrze, że ja zmienili, bo w Polsce mogliby mieć problem ze zbytem, choć z drugiej strony, codziennie promocja w time-prime… Ok, żarty na bok, bo obracam już enty raz „From Forgotten Worlds” i przyznam się szczerze – nie przekonuje mnie ten album do końca. Auroch porusza się dość swobodnie pomiędzy black/death metalem i elementami brutalnego deciora, głównie z uwagi na wokal wydobywający się spod samego jelita grubego. Auroch sporo kombiuje, tempo zmienia się tu szybciej niż zwrot akcji w przeciętnej telenoweli, a i zagmatwań akcji również co niemiara. Raz uderzą z miażdżącą sekcją, ale za moment wszystko kładzie na łopatki zbyt melodyjna solówka, która pojawia się tu nie wiadomo skąd. Drzemie u nich jakiś potencjał, ale cholera – widać, że goście mają dużo pomysłów, którymi za wszelką cenę chcą się podzielić ze słuchaczem, a to niestety się nie sprawdza i dlatego moje odczucia względem „From Forgotten Worlds” są mieszane. Jeśli byłby to film, to nie umiałbym opowiedzieć Wam fabuły, bo jest to tak wielowątkowe, że aż ciężkostrawne. A przez to niestety, w zależności od nastroju – denerwujące lub nużące.
Nic to, mam nadzieję, że w przyszłości muzyka Auroch wyklaruje się trochę bardziej, bo jak na razie nie powalają co prostszych recenzentów, jak mnie na przykład, hehe. Póki co jest średnio.
Ocena: 6/10
Tracklist:




