Wydawca: Prophecy Records
Ja to mam zawsze pod górkę, jak nie przymierzając, Jezus na Golgotę. Myślałem, że już nie trafię na ten zespół. Jednak A Forest Of Stars powróciło jak senny koszmar albo syfilis do koszar.
Pamiętacie może, na co psioczyli black metalowcy w latach dziewięćdziesiątych, gdy już cała druga fala zaczęła opadać? Na melodie, na smyczki, na kobiece wokale, na pedalskie ciuszki, na fleciki, na klawisze, na bijącą zewsząd żenadę. I wyobraźcie sobie, że to wszystko skumulowało się po raz kolejny na „A Shadowplay for Yesterdays”. Brytyjczycy po raz kolejny pokazali, że niesposobna dla nich skomponować coś normalnego, co by miało ręce, nogi i głowę na swoim miejscu – musieli oni spłodzić koszmarka, z rozszczepionym kręgosłupem, dziwnymi naroślami, płciowym amorfizmem, bez przysadki mózgowej, biegającego bez ładu i składu. Prawo zabrania usunąć takiej ciąży, a oni asekuracyjnie nazwali to coś „psychodelicznym black metalem”. Gówno tam, a nie black metal – zagrane bez ładu i składu, wymieszane bez logiki napierdalanie, nagle urywane i kojone przez cudną fujarkę lub skrzypki. Pani czasem rzewnie zaśpiewa (co ma ksywę Kaśka Królowa Duchów…), a niejeden metaluch ma wzwód zapewne, kiedy indziej zamłócą nam na bongosach jak woodstockowa młodzież, albo na tamburynie, jak podczas zajęć w klasie nauczania początkowego. No, czasem pojadą ostrzej, tak pod Emperor, ale w ty6m całym tyglu to jedynie piąta część całości. Wokalistów jest tu chyba z czterech, płci obojga i żadnego z nich nie mogę słuchać – manierycznie, pseudo-teatralnie… To już nawet Ponury Żniwiarz w „Sensie Życia wg Monty Pythona” stwierdził „Wy Angole jesteście tacy kurwa pompatyczni” i jest to prawda. Ja nie rozumiem takiej muzyki, nie rozumiem zachwytów nad taką muzyką, a przede wszystkim nie rozumiem, jak można coś takiego nazywać black metalem.
Czuję się zgwałcony – ja i moje poczucie smaku. Mam nadzieję, że jeśli A Forest Of Stars wpadnie na szalony pomysł nagrania kolejnej płyty, łaskawie ominie ona moje domostwo.
Ocena: 3,5/10
Tracklist:





heh, jakaś taka pseudo-YntelYgencka ta płyta, trąci lewactwem niskich lotów…zainteresował mnie tylko teledysk do jednego utworu, bo bawię się trochę animacją… wizualnie majstersztyk … http://www.youtube.com/watch?v=7ZrKbecv8qc