Debiut Hellscourge był dla mnie nie lada gratką, a Brazylijczycy z miejsca dostali moje wsparcie. Jakiś czas temu dotarł do mnie ich drugi krążek i szczęśliwie – dalej to samo piekło.
Mam nadzieję, że nie ma w tym kraju maniaków sceny brazylijskiej, sławionej ongiś przez takie akty jak Vulcano, Mutilator, Sarcófago i wiele, wiele innych zespołów, a za którymi podążą dziś Hellscourge, a którzy nie zdążyli poznać twórczości tego zespołu. Jeśli jednak są, mam nadzieję, że nadrobią wreszcie stratę przy okazji „Unmerciful Blasphemies”. Słucham tego albumu i słyszę jednak pewne różnice w porównaniu do debiutanckiego „Hell’s Wrath Battalion”. Przede wszystkim na nowym krążku słyszę więcej wpływów thrash metalowych, w stylu wczesnego Destruction, kiedy indziej Slaughter. Tak jakby nowa propozycja Hellscourge była bardziej Przyznam, że z jednej strony można u Hellscourge usłyszeć mnóstwo wpływów, z drugiej – wszystkie one zamykają się w oldschoolowym metalu. „Unmerciful Blasphemies” brzmi niesłychanie brudno, prymitywnie – no po brazylijsku, nie ma co owijać w bawełnę. Jednak zespoły z Ameryki Południowej umieją stworzyć agresywną, surową muzykę i opakować ją w adekwatne brzmienie. Hellscourge nie jest wyjątkiem w tej sferze. A żeby jeszcze bardziej uszczęśliwić pana Oracle, to do „Unmerciful Blasphemies” dorzucono nam cztery kawałki z wydanej również w zeszłym roku EPki, której to zawartość nie odstaje w ogóle od znanej dotychczas muzyki Brazylijczyków. Przez trzy kwadranse zespół nie zwalnia ani na sekundę, brazylijski metal napierdala non stop, siejąc bluźnierstwa wszem i wobec.
Płyta zdecydowanie nie dla słuchaczy rozkochanych w ładnym metalu. Natomiast maniacy diabelskiego metalu z wiadomego kraju – szukać, kupować, trejdować – musicie to mieć!
Ocena: 9/10
Tracklist:





