Desolate Shrine to zdecydowanie najczęściej słuchana przez mnie kapela w tym tygodniu.
Już w zasadzie miałem dawno napisać tą recenzję, ale wolałem jeszcze trochę posłuchać najnowszego materiału Finów zatytułowanego „The Sanctum of Human Darkness”, bo wiele w tej muzyce jest ciekawostek do odkrycia. Zasadniczo Finowie bazują na koncepcji wałkowatego Death Metalu trochę zajeżdżającego Grave a trochę Incantation. Finowie jednak nie rżną bezmyślnie, ale tworzą coś własnego i absolutnie świeżego. Choć słowo „świeże” w tym miejscu pasuje jak pięść do nosa hehe. Jest to zagrany w bardzo wolnych tempach metal śmierci z kapitalnymi wokalami (za mikrofonami jest dwóch jegomości), które nieraz przyprawiają o ciarki na plecach i zjeżenie włosów na łydzie. Wolno przelewające się soczyste dźwięki generują wręcz mizantropijno – nihilistyczna atmosferę kojarzoną raczej z Black Metalem. Słucha się „The Sanctum of Human Darkness” naprawdę wybornie, przez co ta niemal godzina muzyki mija nam tak szybko i niezauważalnie, że jesteśmy zaskoczeni. Ten czas spędzamy gdzieś na krańcu wszechświata, otoczeni nieprzebrana pustką i czernią, bez żadnej nadziei, bez żadnego promienia światła. Ta płyta to podróż do wnętrza naszej świadomości, potrafi zahipnotyzować i potrafi też przywalić porządnie w ryj. Materiał ten polecam naprawdę z czystym sumieniem. Czerpię naprawdę wiele przyjemności z tych dźwięków i myślę, że każdy wielbicieli dobrego wałkowania łepetyny podzieli moje zdanie w tej kwestii.
Niewątpliwie muszę się też zapoznać z debiutem, bo jeśli jest to podobny poziom grania to niechybnie ta płyta znajdzie się w czołówce listy zakupów.
Ocena 9/10
Tracklist:






Coś ta Finlandia ostatnio dojebała. Po przepysznynm, znakomitym 2. krażku Desecresy to. I tylko jedna uwaga. O ile w polszczyźnie mówionej dopuszczalna jest forma „tą receznję”, o tyle w polszczyźnie pisanej winno być „tę recenzję”.
Ale krążek, po tym, co słyszę na YT, megamocny. Trza będzie się zaopatrzyć. Tymczasem spadam po raz n-ty dzisiaj przesłuchiwać pierwszy długograj Endezzmy, którą przyniósł godzin temu parę list – o – nosz.