Wydawca: The End of Time Records
Mamy paru takich muzyków na Kejosie, którzy skutecznie „zalewają nas” swoimi wydawnictwami. Jedne są lepsze, a drugie – jak to bywa – gorsze. Stosunkowo niedawno do tego grona dołączył Markiz – maczający swoje w paru projektach.Recenzowałem ostatnio projekt Deep Desolation, teraz czas na dwójkę Iugulatus.
Słuchałem tego krążka dobrych kilkanaście razy. Teraz kręci się po raz kolejny i wcale nie jestem mądrzejszy, niż po dziewiczym spotkaniu z nim. Bo tak szczerze, to średnio mi się ta płyta podoba. Ja nie ukrywam, że z bandów w których wspominany Markiz się udziela najbardziej podchodzi mi Deep Desolation. Najprawdopodobniej w przypadku „Satanic Pride” nie rozumiem po prostu sensu, przekazu muzycznego i generalnie całego tego krążka. W związku z tym po prostu on do mnie nie trafia. Być może – wynika to z tej dojrzałości muzyki o której wyczytałem w jednym z wywiadów. Albo po prostu jestem debilem. Gdzieś w tle tych black metalowych, acz połamanych naleciałościami inszymi, dźwięków przebija się muzyczna agresja, podkreślana przez wokal. Często zmieniana jest dynamika w poszczególnych utworach, co po pewnym czasie zaczyna być nieco męczące. Na pewno w pewien sposób opisuje, czy też oznacza swoistego rodzaju znakiem wodnym, twórczość Iugulatus. Wraz z rzecz jasna z wokalistą, który jest dość charakterystyczny. Szczerze jednak powiedziawszy, dużo bardziej podobają mi się te części płyty, gdzie wokalu brak. Na przykład bardzo progresywny w swoim wydźwięku utwór numer 3 (zresztą jeden z dwóch długich wałków). Są w nim wokale, ale ja akurat mówię o części początkowej. Podobnie zresztą jest z utworem ostatnim – 14 minutowym kawałkiem. Zespół wyszedł z obu obronną ręką, a to wcale nie łatwe przy takiej kobyle. I w zasadzie tyle mądrego co mam do powiedzenia w sprawie „Satanic Pride”.
Nieco tytułem podsumowania. Nie czuję tego krążka i chyba właśnie z tego powodu nie jestem w stanie się w niego wgryźć. Umiem za to docenić umiejętności i ogień, który zespół skutecznie – chociaż ginie to czasem w łamańcach – rozpala.
Ocena: 7/10
Tracklist:
01. Satanic Pride
02. Chaos Invocation
03. Beware the Flame From Undun
04. Black Song of Necromancy
05. Demons Lust






nie czuje, nie podoba sie, bla bla, a ocena i tak 7/10. LOL. you, sir, are an idiot
Widzę, że problem czytania ze zrozumieniem dotyka coraz większej części społeczeństwa:
Wytłuszczę wiec: „Umiem za to docenić umiejętności i ogień, który zespół skutecznie ? chociaż ginie to czasem w łamańcach ? rozpala.
A także plus za długie utwory.
A jeszcze bardziej upraszczając: To, że ja płyty nie rozumiem w żadnym wypadku nie oznacza iż jest chujowa? Teraz paniał?