Wydawca: Witching Hour Productions
Besatt nigdy jakoś nie znajdowało się na szczycie moich prywatnych ulubionych zespołów, jeśli chodzi o polski black metal. A tu nagle nie stąd ni zowąd gruchnał news, że związali się z Witching Hour Productions. A w skrzynce wylądowała ich płyta.
Spiąłem więc poślady, odświeżyłem sobie wcześniejsze nagrania Ślązaków, które posiadam i jąłem się oceny „Tempus Apocalypsis”. Zespół bez żadnych zbędnych wstępów uderza z „Seals Of Hate”, który otwiera całość. Zasadniczo nie mogę powiedzieć, by Besatt czymś mnie zaskoczył – co prawda nie jest to już ten black metal, który znam z „Hail Lucifer” czy „In Nomine Satanas”, tak pod względem kompozycji jak i brzmienia. Może od brzmienia zacznijmy – ósmy album Besatt został naprawdę dobrze wyprodukowany, nie ma tu już surowizny, sound jest mięsisty, zalatuje lekko death metalowo nawet. Czuć, że krążek wyszedł z Hertz Studio. Co zaś muzycznie? Nie da się ukryć, że Beldaroh z wydawnictwa na wydawnictwa przedstawia nam kompozycje coraz bardziej dopracowane, złożone. Ale nie mogę powiedzieć mimo wszystko, bym został porwany przez „Tempus Apocalypsis”. Płytka sobie leci, Beldaroh śpiewa o apokaliptycznych wizjach, ale ja nie czuję, jakby zaraz miał nastać koniec świata. Ba, nie czuję, że zaraz ma nastać koniec płyty, bo po prostu nie pamiętam, czy to początek czy koniec tego krążka. Chyba jedynym numerem, który zapada mi tutaj w pamięć jest „War Gathering”, niezły rytmiczny numer, gdzie miast szybkości uraczeni zostaliśmy niezłą atmosferą. Niestety na dłuższą metę ten krążek nie jest dla mnie – po którymś przesłuchaniu Besatt zaczyna po prostu nudzić. Przynajmniej mnie. Nie pomagają wtręty jak te podniosłe śpiewy pod koniec „Seven Great Plagues”, damska deklamacja w „Queen Babylon”, nie pomaga pierdolnięcie.
Nie powiem, że to zła płyta, powiem jedynie, że to nie jest krążek trafiający w moje gusta. Może znajdą się tacy, do których „Tempus Apocalypsis” będzie przemawiało w bardziej skuteczny sposób.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Seals of Hate | ||
| 2. | Trumpets of Desecration | ||
| 3. | Fallen | ||
| 4. | There… | ||
| 5. | War Gathering | ||
| 6. | Seven Great Plagues | ||
| 7. | Queen Babylon | ||
| 8. | The Prophecy | ||
| 9. | The Final Battle |





„Lilith bogini zła, żona Samaela”. Czasem sobie to śpiewam przy goleniu.
I jeszcze jedno – pono ta kapela ma niezłe wzięcie w Hameryce Pd.
Besatt znów uwolnił kreta, tylko po co? Na każdej płycie łupią w jednym schemacie łubu dubu arghhhhhhhh i tak do końca płyty. Muzyka i tym razem jest pusta bez wyrazu od leci sobie wrzeszczało i nawet trzeba kawy dorobić by nie zasnąć. Chwała Ci Yotube, bo szkoda grosza na to coś. Ocena -1