Dziś proszę ja Was mamy do czynienia z zespołem z Norwegii. Rzut oka na zdjęcia i pewnie co poniektórzy się zdziwią – gdzie oni mają kurwa ponure miny i corpsepainty? A ja się pytam – po jakiego chuja brutal death metalowcom corpse painty?!
Zdziwieni? A nie powinniście, bowiem Kraanium to zespół, który jest całkiem uznaną marką w dziedzinie brutalnego deciora. Już po okładce można wnosić, czego należy spodziewać się w zetknięciu z „Post Mortal Coital Fixiation”. Rytmicznego zarzynania ciężarnych kobiet, babrania się w bebechach ich wypatroszonych mężów, rozgniatania walających się po podłodze płodów. Tak, Kraanium mają lekko nasrane w tych ich norweskich łbach. W sumie dobrze, że swoje pomysły wyrażają poprzez muzykę, która zaś jest całkiem znośna. Dużo tu walcowatych, zgniatających riffów, ale czasem Kraanium raczy przyspieszyć – zaznaczam jednak, że „Post Mortal Coital Fixiation” nie porwie Was szybkością znaną z innych brutal death metalowych aktów. Wspólne z większością z nich są zaś na pewno sample, niektóre zawierają nawet złote myśli typu „Nie możesz bić swojej żony. Chyba, że to kurwa.” – w zasadzie można tu odczytać nutkę katolickiej nauko społecznej kościoła, hehe. Ale wracając do muzyki – Kraanium nie sili się na urozmaicanie swojej muzyki, jednak rozumiem, że to taka specyfika death metalu inspirowanego sceną amerykańską. I ją przyjmuję, jednak nie jest to na pewno krążek, który wywróci moje życie do góry nogami. Jest to na pewno album, który doda trochę brutalnej rozrywki, gdy tego potrzebuję. A czasem właśnie nachodzi mnie na puszczenie sobie czegoś po prostu brutalnego. Z czasem nawet nie przestaje przeszkadzać mi nie najciekawsza perkusja, werbel konkretnie. Na końcu jest tu też cover, ale w ogóle nie znam kapeli, którą przerobiono więc nie skomentuję, jak wypadło.
Kraanium po prostu rżną solidnie, jak nekrofil miesięczne zwłoki i wszyscy są dzięki temu zadowoleni. Nawet zwłokom już wszystko jedno.
Ocena: 7/10
Tracklist:





