Wydawca: Under the Sign of Garazel Productions
Tyrant Wrath niniejszy album wypuścił po raz pierwszy w zeszłym roku, ale jakoś tak się złożyło, że w maju nasza rodzima Under the Sign of Garazel Productions wydała wznowienie – i jakoś to tak przeszło obok mnie, niezauważone. Dopóki promo nie dotarło do mnie wraz z zakupami z tego labelu.
I powiem Wam, że ta płyta w paczce to bardzo miła niespodzianka – o ile można powiedzieć w ogóle o jakiejś black metalowej płycie „miła”, w jakimkolwiek kontekście. Ale tak, „Dödsdans” to dobry kawał klasycznie rozumianego black metalu, utrzymanego w kanonie skandynawskim z lat dziewięćdziesiątych. Trzech Szwedów na swojej trzeciej pełnowymiarowej płycie przenosi nas swoimi dźwiękami w klimaty bliskie tym kultowym albumom Darkthrone, wczesnym Graveland, Gorgoroth czy Isengard lub Forgotten Woods w kilku momentach. Ta muzyka jest totalnie wtórna, natomiast jej niezaprzeczalnym plusem jest swego rodzaju autentyczność i utrzymanie przysłowiowego „ducha tamtych lat”. Taka prawda – słuchając tego albumu czuje się że ta fascynacja skandynawskim black metalem i chęć czerpania z jego źródeł jest tu naturalna, a nie obliczona na osiągnięcie efektu. A nawet jeśli tak by było – skurwiesyny mnie nabrały pierwszorzędnie. A tak serio – słychać, że Tyrant Wrath potrafi tak skomponować poszczególne numery, że słuchacz autentycznie wciąga się w te dźwięki, o ile nie oczekuje po graniu tego typu jakiejkolwiek innowacyjności. A też – nie można powiedzieć o nich, że są jakąś grupą rekonstrukcyjną.
Do tego wznowienie z polskiej wytwórni wygląda naprawdę dobrze – co prawda digipack, ale z dwunastostronnicową wkładką z grafikami i tekstami, całość pomyślana jest spójnie i z klimatem. Więc sprawdźcie, czy któraś z trzystu kopii jeszcze jest gdzieś do dostania i wysupłajcie te kilka monet na „Dödsdans”.





