Wydawca: Caligari Records

Z gatunku rzeczy dziwnych, Finowie jakoś bardzo często przodują w temacie – również jeśli chodzi o muzykę ekstremalną. A że ekstrema ma niejedną twarz – stąd dziś recenzja grupy z Oulu, czyli Citrinitas.

Nawet nazwa jakaś dziwna. Sprawdziłem – po fińsku nie znaczy nic. Po litewsku zaś „cytryny”. No dobra, niech będzie. Spróbujmy coś wycisnąć z tych szesnastu minut, jakie znajdują się na „Telestic Ekstasis”. Powiedzmy, że doom metal jest tu budulcem, wokół którego okręca się cała reszta. I tak – pierwszy numer brzmi mocno transowo, z tym riffem, który przesącza się Wam do kory mózgowej. Czuć, że wjechały grzyby lub inne substancje. Ale moim prywatnym faworytem jest numer drugi, czyli „Stella Signata”, niosący z sobą spory ładunek gatunku noir jazzu. I mimo, że jest zaklęty w stricte metalowych (doom metalowych szczególnie) dźwiękach, to wyczuwam w nim wibracje znane z takich ciekawych odpałów jak Heroin and your Veins. Te grube uderzenia w struny, rozchodzące się mroczne echo… aż szkoda, że ta kompozycja jest dość krótka i jawi mi się jako przerywnik, między dwiema dłuższymi kompozycjami. Czy wspomniałem, że nie potrafię też wyzbyć się wrażenia, iż na „Telestic Ekstasis” spore piętno odcisnął również gatunek lo- fi black metalu? No to właśnie wspominam. Brzmienie tej demówki, sposób w jaki te dźwięki rezonują, jak są przypiaszczone i zabrudzone, wszystko przywodzi mi na myśl różnorakie dungeonowo black metalowe projekty, które wydawane są w limicie na czterech taśmach. I to nie jest zarzut.

Inna rzecz to natomiast odbiór całości tego materiału. Citrinitas jest zespołem (?) na pewno nietuzinkowym. Eksploruje głęboką piwnicę, wraz z całym jej asortymentem brzmieniowo – instrumentalnym. Nie sądzę, że znajdzie się wielu chętnych na to, by nosić łątkę die harda tego zespołu. Ja też jestem od tego daleki. Natomiast doceniam ich chęć pokazania, że jeszcze sporo komórek piwnicznych nie zostało uprzątniętych z pajęczyn i kurzu. Zaglądniecie doń?

http://www.caligarirecords.com/

Oracle
19341 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Chainlacing „Messuage”Recenzje

Chainlacing „Messuage”

BartBart18 września 2026
Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”Recenzje

Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”

OracleOracle16 września 2026
Warfist „Totengasse”Recenzje

Warfist „Totengasse”

BartBart15 września 2026

Skomentuj