Wydawca: Godz ov War Productions
Zespół Scrüda poznałem chyba gdy supportowali Brujeria w Krakowie. Dziwny był to w mojej opinii wybór otwieracza, bo stylistycznie pasowali średnio, no i też o ile kojarzę mało osób się nimi przejęło. I w sumie ja też przedłożyłem towarzystwo nad ich black/speed/thrash metal.
A teraz mamy Scrüda w domu i całkiem inaczej do nich podchodzę. Ich debiutancki krążek to dziesięć numerów, trwających łącznie osiemnaście minut więc możecie spodziewać się, że będzie szybko i intensywnie. No i jest w sumie, choć ja trochę się zastanawiam, dlaczego te kawałki mają crossoverowy czas odtwarzania. Nie ukrywam, że mam takie odczucie słuchając „Fury Among Ruins”, że ona się kończy zanim się na dobre zacznie. Trochę szkoda. A czym tak w ogóle para się Scruda? No to tak – mamy tu rzeczywiście miks wpływów Hellhammer, Toxic Holocaust, G.B.H., no i masy innych mniej lub bardziej ważnych zespołów. Wszystko poprawnie odegrane, z dużą energią i wkurwieniem. Tylko cały czas te numery urywają mi się za wcześnie. Ja nie jestem zwolennikiem zbytniego kombinowania i usilnego wydłużania kompozycji, natomiast Scrüda przeginają w drugą stronę – zapierdalają ku chwale Szatana i nagle stop! Cisza i lecimy z nowym numerem. A ja myślę „kurwa, przecież tu jeszcze brakuje chwili muzyki”. No i z takim nastawieniem podchodzę do „Fury Among Ruins” – że jest to materiał fajny, ale niepełny.
Natomiast w kolejce czeka jeszcze split z zespołem Garota. Może się tam jakoś zrehabilitują? Póki co – jest spoko, ale nic ponadto.
https://www.facebook.com/scrudabarbarians
http://godzovwar.com/





