Wydawca: These Hands Melt
Jezu, co jest z tym smętnymi melodiami ostatnio u recenzowanych hordów? Jak nie Ante Inferno, to teraz belgijski KRvL, który zaatakował drugim pełniakiem „Donkere Paden”. I ja mówię „pas”, bo za dużo, to i świnia nie przeżre.
KRvL jest belgijskim tercetem tajemniczych (te chujowo zamazane twarze na jednej z fotek, Jezu :v), który na necie widnieje, jako „post black”, a z notki promocyjnej wynika, że tworzą sztukę kładąc nacisk na atmosferę. Do tego na tym albumie wspierają ich wokaliści z Oerheks i Wolvennest.
Zawsze mnie bawiło, jak w R’leyhu Adrian pastwił się nad post blackiem, jak tylko się dało, ale jeśli trafiał na takie hordy, jak KRvL, to ja się mu nie dziwię. Otwierający płytę kawałek jeszcze nie zwiastuje nadciągającej chujni. Taki lekko surowy black metal podlany depresyjnym klimatem. Pomyślałem sobie, że w końcu coś nienajgorszego, że jest szansa dla tego albumu. O, jakże się myliłem! Im dalej, tym gorzej. Tempo zwalnia, a wokalista wyje, jakby matka ucięła mu kieszonkowe i kazała iść w końcu do normalnej roboty. Bo nie chce mi się, kurwa, wierzyć, że ten album nagrali zwykli ludzie z pracą, hobby, a nawet rodzinami. Gitary bzyczą wysrywając smętne riffy, perkusja robi stuku puku i tak płynie sobie ta płyta. Wspomniałem na początku o Ante Inferno, i teraz muszę ich przeprosić. W ich płytę dałem radę zabrnąć daleko dalej niż w ten belgijski szajs. Tutaj już przy trzecim kawałku zwyczajnie miałem dosyć, a w połowie czwartego wyłączałem to gówno, by posłuchać już czegokolwiek innego.
Nie znajduję tu ani jednego pozytywnego aspektu. To kawałek nudnego, maksymalnie smutnego aż do przesady, gówna, które nudzi, wkurwia i marnuje tylko Wasz czas. Omijajcie to z daleka.
P.S. Wiem, że z reguły wrzucamy odnośniki do recenzowanych albumów, bądź singli, ale nie tym razem. Mam tej post blackowej chujni tak dosyć, że wlatuje kawałek, który przyniósł mi autentyczną ulgę, co tylko uwiarygadnia, jak słabe jest to „Dupere Pizden”.




