Wydawca: Witching Hour Productions
Z Deus Mortem jest trochę jak z polskimi partiami – powstają nowe partie, ale gęby w nich zazwyczaj te same.
No ale nie przyrównujmy black metalu do parlamentu, choć oczywiście i w jednym i w drugim błaznów nie brakuje. Niemniej jednak Deus Mortem to porządna horda i niech każdy sobie sam poszuka, kto ją tworzy. Ja napiszę kilka słów o „Daknessence”. Mamy tutaj tylko dwa utwory, będące przedsmakiem pełnego krążka (podobno w marcu ma być dostępny), z czego tylko jeden jest kompozycją autorską. Więc na niej się skupmy – Deus Mortem to emanacja tego, co w black metalu przełomu ósmej i dziewiątej dekady było najlepsze. Czuć tu zimny i diabelski klimat wczesnego Bathory czy Mayhem i jakoś tak gdzieś pobrzmiewają mi echa Tormentor, choć to umowne porównanie – jakoś tak te dwie główne inspiracje przychodza mi jako pierwsze na myśl. Mieszanka szybkiego i wolniejszego grania przesiąkniętego atmosferą Skandynawii, z dość zróżnicowanymi wokalami. Słucha się tego naprawdę wybornie. Drugi numer to cover Sigh, który jednak w oryginale zostaje mi obcy, więc go pominę.
Jeśli ta Epka miała za zadanie wyostrzyć apetyt w oczekiwaniu na pełen album – kurwa, się udało. Mocna pozycja, więc na debiut czekam z niecierpliwością!
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Receiving The Impurity Of Jeh | ||
| 2. | The Knell (Sigh cover) |




