To chyba… zaraz kurwa… To jest ostatni Witchmaster jaki mi się podoba. Poziom jadu i wkurwu wylawa się z tej siedmiocalówki hektolitrami. Do tego brzmienie rodem z cmentarnego dołka, riffy jak żyleta, blasty jak bomby i ten obłęd w wokalu Bastisa… W sobotni poranek ten materiał przy kacu dewastuje…, a kolejne piwsko to kwestia chwili… a wy co? Dalej z koszyczkiem do kościółka? Nawet mi was nie żal…
MAPA SERWISU:

