Wydawca: Napalm Records

Jako, że nasi piłkarze pokazali nam kibicom w którym szeregu stoi nasza piłka ( czy właściwie leży ), to   obecnie modlą się , żeby delegacja przyjmująca ich na Okęciu  nie miała przypadkowo „bejsboli” i innych kastetów. Ja natomiast powrócę do ciężkiego losu biednego recenzenta. Ale jeszcze nie dzisiaj. Bo dzisiaj nowy Hollenthon.
A ja ten zespół lubię. Bo ja lubię takie granie, jakby ktoś jeszcze nie wiedział. A dla laików w temacie Hollenthon wyjaśnienie. Panowie grają melodyjny death metal (zaraz, zarazm przecież on zawsze pisał, że to kupa ). Ale. Melodyjny death nie znaczy tylko COB. Do tego nie daliście mi skończyć. Ano okraszają tę muzykę jeszcze motywy symfoniczne, czy czasem nawet folkowe. Trochę tutaj mamy Theriona ( z czasów powiedzmy „Theli”). Trochę Haggarda. A na to wszystko wspomniany death metal z ciekawymi riffami i solówkami ( no, czasem przegiętymi ). Podobały mi się pierwsze dwie płyty, podoba mi się i ta trzecia. Chociaż przyznać muszę, że już nie tak jak druga. Jest tu oczywiście parę chwytliwych momentów. Pierwszy utwór mnie powalił na ziemię. Ale bez wątpienia najlepszym kawałkiem na tej płycie jest „Misterium Babel” z pięknym żeńskim zaśpiewem. I polecam 10 na płycie. Motyw kojarzący się z Arabią wyśpiewywany przez Austriaka (których już lubimy, bo też nie awansowali ) miażdży. W ogóle należą się chłopakom brawa za sekcję orkiestrową. Fajna chociaż momentami trochę jednak Hollenthon przesadza na tym albumie z patosem. Sorry, chłopaki, ale to jest zarezerwowane dla naoliwkanych Manowar. Dobra to płyta, chociaż nie wybitna, że tak to sobie pozwolę określić. Opus Magnum to to nie jest. Z drugiej strony, rokuję na dobrą  kolejną płytę. Byle tylko Holenthon nie podzielił losu Korpiklaani, które zapętliło się w swoim umpa metalu. Całość trwa w sumie 50 minut i to kolejny plus, bo dzieje się na niej tyle, że raczej słuchacz się nie znudzi ( no przynajmniej ja ). Mam jednak dziwne wrażenie, że taka muzyka w Polsce nie ma racji bytu. I nie pytajcie czemu tak twierdzę, bo potem będzie, że marudzę, albo że się nie znam ( bo przypadkiem powiedziałem prawdę ). Ja sobie jednak będę takie rzeczy wyszukiwał i kolekcjonował.

Naszła mnie taka refleksja. Ostatnio z moim imiennikiem w pewnym krakowskim lokalu dla metali ( i nie mówię tu o Tower ) dyskutowaliśmy na temat tego, że teraz się nic ciekawego nie ukazuje. Ja stałem na pozycji tego który twierdził, że jednak tak. I tu mam dowód. Inna sprawa, że ja wiem, że Venom rządzi, deptaj krzyże.

Ocena: 7.5/10

Tracklist:

01. On the Wings of a Dove
02. To Fabled Lands
03. Son of Perdition
04. Ars Moriendi
05. Once We Were Kings
06. Of Splendid Worlds
07. Dying Embers
08. Misterium Babel
Ef
4727 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Hell-Born „VII”Recenzje

Hell-Born „VII”

OracleOracle2 października 2026
Dissimulator „Artifice Dissolves”Recenzje

Dissimulator „Artifice Dissolves”

OracleOracle1 października 2026
Profeci „Troska”Recenzje

Profeci „Troska”

OracleOracle30 września 2026

Skomentuj