No nie wiem, czy powinniśmy porzucić wszelką nadzieję, tak jakby chciał mysłowicki Fetor. Jak dla mnie, gdy zespół debiutuje tak jak oni – nadzieje są wielkie.
Fetor na „Abandoned Hope” przynosi nic innego jak brutalny death metal. Ale, moi mili, robi to naprawdę porządnie, co docenić mogę nawet ja – umiarkowany entuzjasta trzody chlewnej w muzyce metalowej. Z drugiej strony, nie ma co się dziwić wysokiemu poziomowi rzeźni zawartej na debiucie tej kapeli, bo osobnicy ją tworzący udzielają się aktualnie lub terminowali wcześniej w takich brutalnych wypryskach jak Deviation, Nuclear Vomit, Banisher czy Ojciec Dyktator. Wszystko jasne? Oczyświcie. Fetor (swoją drogą jaka ładna nazwa) rzeźbi brutalny decior, z wszelkimi przymiotami, czyli gęstym blastem, chrumkaniem, mięsistymi riffami, przy zwolnieniach ma to natomiast dobry groove. W zasadzie – wszystko zrobiono tu niemal kanonicznie – i może właśnie dzięki temu ten krążek tak mi się podoba. Bo niby nic szczególnego, a jednak wracam do tej płyty z przyjemnością. Nie przesadzają z niczym, ta ich brutalność jest bardzo wyważona, nie przesadzona, ale też nie wygładzona. Jest tak jak być powinno i to cieszy.
Podoba mi się to co zrobił Fetor. Mam nadzieję, że ten smrodek nie jest jednorazowym bąkiem, a raczej będzie trwały, jak gęsta atmosfera w sąsiedztwie oczyszczalni ścieków czy innej rzeźni.
Ocena: 8/10
Tracklist:





