Skip to main content

O taki black/death metal robiłem niewiele! प्रलय idealnie wpisuje się w mój gust. Pomysł na wywiad pojawił się po dwóch EPkach, natomiast jakoś tak się poskładało, że nie wyszło. A potem okazało się, że zespół wypuści wkrótce pełnowymiarowy, debiutancki album – i tej okazji już w sumie przepuścić nie chciałem. Na dokładkę, w najbliższą sobotę प्रलय po raz pierwszy wystąpi na żywca. Czy potrzebowałem więcej powodów do odpytania T. o zasadnicze kwestie związane z tym hordem?

Oracle: Hailz! Na wstępie – może i sztampowo, może i nie, ale powiedz – nie obawiałeś się, że nadając zespołowi nazwę w języku hindi (chyba, że to jakiś inny, jestem w tym temacie zielony), trochę położysz sobie tamę z dotarciem do części potencjalnych słuchaczy z prostego powodu – ludzie po prostu nie odszyfrują nazwy? Sam wolisz zapis oryginalny czy w transkrypcji na alfabet łaciński? No i skąd w ogóle wzięła się idea takiego tworu jak प्रलय?

T.: Cześć! Ciekawe pytanie i nie skłaniałbym się do określania go jako sztampowe. Zacznę może od końca – idea grania czegoś swojego przyświecać mi zaczęła gdzieś w okolicach 2017 roku. Wtedy to na swojej pierwszej gitarze zacząłem pogrywać w zaciszu domowym, lecz proza życia sprawiła, że za poważniejsze granie samemu wziąłem się w okolicach 2021 roku. Wtedy to już zaczęły powstawać struktury utworów pod już wydane EPki, a że przy okazji w tym mniej więcej okresie TD było na prostoliniowym kursie do piachu to postanowiłem wcześniejsze pogrywanie zebrać do ładu i składu, oddając ów pełne skupienie. Idąc dalej (wstecz?) z Twoimi pytaniami… osobiście wolę zapis w sanskrycie i tak właśnie zapisana jest nazwa tego tworu, ale nie mam problemu z tym jak stosowana jest transkrypcja na czytelny w naszej kulturze zapis. Przechodząc z kolei do pierwszej części pytania – szczerze powiedziawszy nie rozważałem tego w ten sposób. Całkiem świadomie wybrałem taką a nie inną nazwę, a jednym z powodów była chęć wyróżnienia się spośród tego zalewu mniej lub bardziej zabawnych nazw, natomiast jeżeli miałoby to stanowić wspomnianą przez Ciebie tamę przed dotarciem do szerszego grona to cóż… to jest już problem tego szerszego grona, do którego i tak nigdy nie chciałem trafić tworząc muzykę tak ekstremalną i niszową.

O.: Pralaya dosłownie oznacza „zniszczenie”, ale doczytałem również, że w szerszym znaczeniu jest to koncepcja rozpadu Wszechświata do tego w sposób cykliczny. W powiązaniu z tworzoną przez Ciebie muzyką – sama nazwa jest jak najbardziej trafna. Czy w ślad za tym idzie Twoje głębsze zainteresowanie tym tematem – hinduizmem i jego eschatologią?

T.: Dokładnie tak. Już jakiś czas temu zacząłem wykraczać poza naszą „zachodnią” kulturę w odniesieniu do pojęcia śmierci, w końcu Tybetańska Księga Umarłych wywiodła mnie w obszary, gdzie używane są dziwne szlaczki jako alfabetu. Sam sanskryt już pojawiał się tu i ówdzie w tytułach bardzo cenionych przeze mnie zespołów, natomiast zdecydowałem się pójść krok dalej i wykorzystać go w nazwie zespołu. Uważam to za niezmiernie fascynujące, gdyż zarówno dosłowne, jak i głębsze znaczenie słowa „Pralaya” znakomicie obrazuje to, co siedzi mi w głowie, co mnie inspiruje, a tym samym co niesie ze sobą ta muzyka. Jednoczesna fascynacja odkrywaniem nowych zagadnień i refleksje z tym związane z kolei napędzają moją wenę i procesy twórcze.

O.: A jeśli miałbyś porównać właśnie eschatologię wywodzącą się z hinduizmu do – powszechniej znanej w naszym kręgu kulturowym – eschatologii chrześcijańskiej – nie sądzisz, że ta pierwsza jest zdecydowanie „świeższa” od wyeksploatowanej już chyba na każdą stronę tematyki (anty)chrześcijańskiej?

T.: Oczywiście, że jest świeższa, z racji właśnie odmienności od naszej kultury, i tak jak powiedziałeś – samo wyeksploatowanie tematyki A dodaje świeżości tematyce B. Tym niemniej wątki antychrześcijańskie, jako że bliskie mojemu sercu, również mają pewien upust w tym co robię.

O.: A jak rozpatrujesz samą प्रलय – jako nowy, autonomiczny twór? Czy raczej jako coś w rodzaju kontynuacji Temple Desecration, bo i tak czasem się o tym zespole mówi? 

T.: Jest to odmienny twór od tego co robiłem do tej pory. Nie jest to żadna kontynuacja, pomimo być może jakichś podobieństw stylistycznych tu i ówdzie, ale generalnie jest to zdecydowanie odrębny byt w każdym aspekcie – klimatu, tekstów, struktur i kompozycji, którego istnienie zaczęło kiełkować jeszcze w okresie działalności TD.

O.: Rozumiem więc, że प्रलय jest Twoją odpowiedzią na coś, czego brakowało Ci współtworząc Temple Desecration? Czujesz, że प्रलय jest bardziej „Twoim” zespołem niż Temple Desecration czy w ogóle tego tak nie rozpatrujesz?

T.: Tak, प्रलय to wydobycie tego, co we mnie siedziało, połączony z ambicją złapania za instrument. Wiesz, był plan objęcia basu w TD, ale moje lenistwo skutecznie to powstrzymało, a i tak przecież to nadal nie byłoby tworzenie samo w sobie i sam mój bezpośredni wpływ na kompozycje by się nie zmienił. Jakoś myślenie w tych kategoriach nie zaprząta mi głowy i nie zabiera myśli, ale jak już o to pytasz i zmuszasz do zastanowienia się to przyznaję, że zdecydowanie प्रलय poczuwam jako przede wszystkim swoje dziedzictwo a nie wypaczonego potwora z trzema ojcami.

O.: Sądząc po krótkim okresie, jaki dzieli poszczególne wydawnictwa प्रलय, czyli demówce i potem obie EPki – głód stworzenia czegoś nowego był chyba duży?

T.: Gwoli ścisłości demo, o którym mówisz, to jak podejrzewam singiel z jesieni 2023. Singiel ten to po prostu jeden numer z EP pozbawiony sampli. Natomiast obie EPki docelowo miały wyjść w różnych terminach, ale proza życia spowodowała, że wyszły w tym samym czasie. Przechodząc do sedna i biorąc pod uwagę, że w momencie ich wydania miałem już napisane kolejne dwa materiały to tak, można powiedzieć, że głód tworzenia był olbrzymi.

O.: Rozumiem. A czy fakt, że obydwie EPki najpierw ukazały się na taśmach, a dopiero póżniej w formacie kompaktowym to przypadek czy raczej wynika to z innych, ideologiczno – undergroundowych przesłanek?

T.: Nie jest to ani przypadek, ani żadne ideologiczne tudzież biznesowe zagranie, po prostu cedek jest uniwersalniejszy i przystępniejszy pod kątem możliwości odsłuchu, sam pomysł na tę kompilację powstał na etapie planowania wydania kaset, i była to naturalna decyzja by się ukazała w takim właśnie formacie jako komplet bardziej ogólnodostępny.

O.: No tak, to w takim razie dlaczego zaczęliście od wydania w formie kasetowej?

T.: Bo tak jak wspomniałem wcześniej, obie te EPki czy też dema miały być wydane w różnych terminach, więc wydanie ich wspólne nie miało sensu wcześniej, i ze względu na to, że to mniejsze materiały debiutujące ich przeznaczeniem była kaseta, a potem w formie kompilacji, czyli „większe wydawnictwo”, jako cedek.

O.: Ok, wspomniałeś wcześniej, że wypuszczając EPki nie chodziło o ideologiczne zagrania, ale czy nie uważasz, iż przy tak ekstremalnej muzyce jak w przypadku प्रलय ideologia jest dość ważnym czynnikiem? Czy uważasz jednak प्रलय za twór daleki od wszelkich ideologii?

T.: Oczywiście, że ideologia i przekaz są istotne, zwłaszcza w takiej muzyce jak black metal, i प्रलय nie jest od tego wyjątkiem. Natomiast nawiązując do wcześniejszych pytań forma wydania materiałów nie ma związków z ideologią jako taką.

O.: Jak więc mógłbyś opisać ideologię, która przyświeca działalności प्रलय na niwie stricte muzycznej / tekstowej?

T.: Pod kątem muzycznym to nie jest żadna ideologia, ot tworzenie i wydobywanie dźwięków szczerych, przepełnionych jadem i obrzydzeniem, które w głowie siedzą. Natomiast w warstwie lirycznej staram się skłonić do refleksji nad losem człowieka, nad śmiercią, potencjalną wiarą w życie pozagrobowe, stając w opozycji do religijnych (w tym ujęciu nie tylko chrześcijańskich) dogmatów. W skrócie.

O.: Zakładam, że będzie to kontynuowane pod względem lirycznym na nadchodzącym debiucie प्रलय … A jak muzycznie widzisz ten krążek – kontynuacja, krok naprzód?

T.: Bezdyskusyjnie tak, jest to kontynuacja wcześniej zarysowanej drogi, acz wedle mojego odczucia poczynione zostały ogromne kroki naprzód w każdym aspekcie, zarówno instrumentalnym, wokalnym, tekstowym czy kompozycyjnym, jak również pod kątem samych warunków nagraniowych i miksów. 

O.: Natomiast zmienił się Wam wydawca i zamiast Fallen Temple wypuści Was Ancient Dead Productions. Wydają rzadko, ale w zasadzie ich cały katalog to w chuj mocne rzeczy, które nie trafiają do przypadkowych odbiorców. Jak duży miało to wpływ na Waszą decyzję o związaniu się z tym labelem?

T.: Zgadza się i miało to decydujący wpływ. Dobra promocja, mocny katalog, właściwe wartości, wszystko jak ma być w obrębie undergroundowego światka.

O.: Do tego widzę, że nie skończy się na zwykłym cedeku, bo uderzacie na grubo – dwie wersje kompaktowe, dwie winylowe, tiszert, tanktop… Maniacy zapewne będą miło połechtani. Zapytam więc od kuchni – czy przygotowanie tego wszystkiego to duże przedsięwzięcie dla było nie było podziemnego zespołu i podziemnego labelu?

T.: Patrząc na inne wydawnictwa ADP wydaje mi się, że wydania podstawowe i ciut rozszerzone są już niejako standardem. Z kolei co do przygotowania to nie jestem w stanie się wypowiedzieć, gdyż jako że wytwórnia ogarnia te tematy, ze mną w roli co najwyżej konsultanta.

O.: A jak w takim razie wygląda obecnie zakres obowiązków w zespole? Kolektywizm i płynny transfer pomysłów między Wami czy jasny i sztywny podział na to kto odpowiada za muzykę, kto za teksty, kto za ideę ?

T.: Zakres obowiązków, heh… w zasadzie jest tak, że ja komponuję cały numer (jeśli nie materiał), który potem przekazuję T.O. do aranżu garów, w trakcie czego owe struktury dopracowujemy. I tu mówimy o samych gitarach i garach. Bas, wokal i inne pierdoły robię przed lub w trakcie nagrań, a sample już na sam koniec w fazie miksowania i masteringu. Za teksty i wszelkie sprawy około muzyczne również ja odpowiadam, natomiast nie jest to tyrania – jak są uwagi ze strony T.O. to robimy tak, by być zadowolonym, choć szczerze powiedziawszy chyba jeszcze się nie zdarzyło nic takiego, co wymagałoby interwencji poza tą drugą fazą, czyli wspólnym dopracowywaniem strukturalnym utworów, co jest dość naturalną sprawą. Ale i w tym względzie nie są to jakieś zgrzyty oczywiście, tylko „może byśmy to zmienili na to i to”, etc. Także jasno mogę powiedzieć, że współpraca przebiega znakomicie i doskonale się dogadujemy.

O.: No ale nie może chyba być inaczej z uwagi na to, że zarówno Ty w Desecration Temple jak i T.O. w Upon the Altar paraliście się muzyką o zbliżonym stopniu bestialstwa i bluźnierstwa, nie sądzisz? 

T.: Sądzę. Na pewno zbliżona nisza w naszych działalnościach oraz wspólny zakres inspiracji ułatwia dogadanie się w tych kwestiach.

O.: A jak przedstawia się Wasz skład na nadchodzący gig w ramach Bestial Laceration? To będzie pierwszy koncert प्रलय, zakładam że ma to dla Ciebie duże znaczenie? 

T.: Skład koncertowy to nasza dwójka i wieloletni bdb kolega od serca, który będzie dzierżył bas. I tak, to nasz pierwszy koncert i jest to tyleż ekscytujące co stresujące, gdyż pierwszy raz będę występował z instrumentem w ręku.

O.: A jako organizator czujesz pewnie podwójną presję?

T.: Jako organizator staram się mieć wszystko domknięte na ostatni guzik na długo przed wydarzeniem, toteż w tym względzie mam spokój, gdyż szanse na wykrzaczenie się czegoś są ograniczone i zawsze mam jakiś plan B na wypadek jakby się jednak coś skomplikowało.

O.: OK, pogadaliśmy o teraźniejszości, to na chwilę jeszcze skok w odległą przeszłość. Skąd w ogóle u Ciebie fascynacja metalem jako muzyką czy zjawiskiem w ogóle? Czy to od razu były bluźniercze death/black metalowe dźwięki czy może miałeś dłuższą drogę do pokonania od klasyki, aż po głębokie podziemie?

T.: Fascynacja metalem zaczęła się u mnie w bardzo młodym wieku, gitarowe łojenie samo w sobie mnie ruszało jak w radiu za gówniaka słyszałem jakieś Bon Jovi czy coś, ale świadomym słuchaczem metalu zostałem jako dzieciak za sprawą kolegi (w rodzinie nikt nie słuchał metalu ani nawet rocka). Pamiętam, że już w trzeciej klasie podstawówki (a był to już koniec lat dziewięćdziesiątych) rozmawiałem w klasie o Moonspell – „Irreligious” i „Wolfheart” wywarły na mnie ogromne piętno. W tym samym czasie słuchałem też Therion, i właśnie te dwa zespoły były fundamentalne dla mojego dziecięcego móżdżku. Niedługo później już sam za pośrednictwem internetu pierwsze dźwięki klasyki black czy death metalu wjeżdżały – Von, Beherit, Marduk, Deicide, Cannibal Corpse, ale też Cradle of Filth czy Nightwish… Następnie pojawiały się epizody z brutal deathem by w końcu rozpocząć podążanie z nurtem tzw religijnego black metalu spod znaku szwedzkiej i francuskiej sceny. Natomiast polską scenę poznawałem wraz z odbywającymi się w czasach dojrzewania koncertami w okolicy – uświadczenie Arkony ze starych czasów, Thunderbolt, Infernal War czy Kriegsmaschine dla nastoletniego gołowąsa to były nie lada przeżycia. Także raczej skłaniam się ku tezie, że zaczynałem raczej od bardziej ekstremalnej muzyki, do klasyków dojrzewając wiele lat później.

O.: To na sam koniec – powiedz proszę, jaki album kupiłeś sobie ostatnio.

T.: W ostatniej dostawie miałem Hell Militia – „Canonisation…” na CD oraz winylowe Acid Witch – „Stoned” i „Rot Among Us”.

https://www.facebook.com/pralaya666

Oracle
18528 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Forked Tongues: „…patrząc na dzisiejszy black metal tęsknię do czasów, gdy wszystko było może mniej profesjonalne, gorzej zagrane i bardziej naiwne, ale czuło się prawdziwe intencje.”Wywiady

Forked Tongues: „…patrząc na dzisiejszy black metal tęsknię do czasów, gdy wszystko było może mniej profesjonalne, gorzej zagrane i bardziej naiwne, ale czuło się prawdziwe intencje.”

OracleOracle24 listopada 2025
Loathfinder: „Black metal jest jedną z niewielu rzeczy w życiu, które traktuję śmiertelnie poważnie.”Wywiady

Loathfinder: „Black metal jest jedną z niewielu rzeczy w życiu, które traktuję śmiertelnie poważnie.”

OracleOracle20 października 2025
Hanzaisha: „Grać szybko, brutalnie, bestialsko i ultra-chaotycznie…”Wywiady

Hanzaisha: „Grać szybko, brutalnie, bestialsko i ultra-chaotycznie…”

WojtuśWojtuś6 października 2025

Skomentuj