Skip to main content

Wydawca: Analög Ragnarök

O ja pierdolę. Ten zespół wygrywa bezsprzecznie w kategorii „nazwa, której za chuja nie wymówicie bez pomyłki”. Gotowi? Trzymajcie się – wjeżdża recenzja Ynkleudherhenavogyon.

Oczywiście, jeśli napiszę Wam, że nie znałem tego zespołu wcześniej, to pewnie się nie zdziwicie, prawda? „Honan Bleydh II” to druga płyta tego jednoosobowego projektu, ale ogólnie różnych wydawnictw, głównie demówek, ten hord wypuścił już kilkanaście. A wcale jakoś długo nie egzystuje, ot kilka lat.

Co ciekawe – wszystkie teksty i tytuły napisane są z użyciem języka starokornwalijskiego. Przyznam, że nie miałem pojęcia w ogóle o istnieniu czegoś takiego, a że jakiś zespół dodatkowo tworzy w tym języku to ni hu hu.

Po okładce możecie zapewne wywnioskować, że do czynienia będziemy mieli z black metalem – i tak jest w rzeczywistości. Na tej płycie dostajemy około pięćdziesięciu minut surowego, agresywnego, ale wpadającego w ucho, black metalu, czasami ocierającego się o nurt pagan / atmospheric. Chwilami zaszufladkowałbym twórczość Ynkleudherhenavogyon do lo-fi black metalu, bo faktycznie sound na najnowszej płycie jest surowy i zimny, wokale mocno skrzekliwe, zaś różne urozmaicenia (jak w końcówce pierwszego numeru, nieliczne klawisze w późniejszej części płyty) brzmią mocno archaicznie. Z kolei chwilami mam wrażenie, jakby część riffów podpieprzył z „Grand Declaration of War”, tylko je przerobił na swoją modłę (czyli złe brzmienie) i nieco wykoślawił. Większa część płyty ponadto utrzymana jest w bardzo szybkich tempach, ale przez ten zabieg nie mam poczucia jakichś dłużyzn przy tej stosunkowo jednorodnej muzyce. Mało tego – całkiem podoba mi się to co słyszę na „Honan Bleydh II”. Osoba stojąca za tym zespołem ma coś, co nazywam na swój prywatny użytek zmysłem kompozycyjnym – trzymając się ściśle klasycznych chwytów (całość brzmi totalnie jak jakiś podziemny album z lat dziewięćdziesiątych) stworzył krążek, którego po prostu dobrze się słucha. A nad całością unosi się duch prawdziwego, wiernego korzeniom, black metalu.

Oczywiście nawet po dość sporej liczbie odsłuchów nie nauczyłem się wymawiać ani zapisywać nazwy Ynkleudherhenavogyon (dziękuję ci, skrócie CTRL-C i CTRL-V). I jeśli będziecie chcieli wyszukać sobie inne materiały tego one man bandu, skopiujcie po prostu tę nazwę. I sprawdźcie rzeczywiście muzykę z tej płyty, bo jest tego warta.

Ocena: 7/10

Oracle
16828 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

haserot
Newsy

Debiutancka EPka Haserot

OracleOracle6 kwietnia 2022

Skomentuj