Hej Hakon. Zaczniemy z grubej rury. Kto Ci pisał bio na myspace? Jeśli Ty, to niezbyt skromny chyba jesteś;]. Przy okazji powiedz mi, skąd pomysł na taki projekt, jakim jest Zorormr?

Witaj Ef. Skromność w metalu? To chyba nie ta parafia, przyjacielu. Czego kurwa oczekujesz, że będę się upodlał na pieprzonym profilu MySpace? (śmiech) (no mizantrop potrafi;] – przyp. Ef)  Ehh, nie wiem co to komu przeszkadza, że napisałem tak a nie inaczej. Jeśli kogoś to boli, to jego sprawa. Ja mam to gdzieś. W miarę trzymałem się faktów i tyle. Co do ZORORMR, to sprawa jest prosta. To kolejny etap ewolucji mojego wizerunku i muzyki. Kolejny krok. Tym razem w black metalową czeluść. Siedziało to we mnie już od dłuższego czasu, przyszedł więc ten moment, w którym zamknąłem poprzedni rozdział i zacząłem pisać nowy…

Kolejna sprawa jak odbiór płyty? Wiesz, wiem co ja o niej myślę, ale spotkałem się również z opiniami, że jest to  proste, miałkie i dość płaskie granie. Wiadomo „De gustibus…” i tak dalej, ale jak patrzysz Ty z perspektywy osoby odpowiedzialnej za Zorormr na taką różnorodność opinii?

Mam gdzieś opinie malkontentów i pseudo-znawców metalowego rzemiosła. Śmieszą mnie zarzuty o prostotę i małą finezyjność „Kval”. Powiedz mi, czego się spodziewasz po black ambientowej muzie? Że będzie atonalna, sonoryczna, a może stochastyczna? A może powinno wystarczyć, żeby miała klimat i kopała prosto w pysk? Do tego nie potrzebne jest progresywne pitolenie na gitarce, pretensjonalne klawisze i cały ten pro toolsowy plastik. Żal mi tych, którzy widzą w tym standard. Ale chyba bardziej żal mi tych kapel, które za wszelką cenę próbują teraz dostarczyć słuchaczom super-duper produkt. Nie o to chyba chodzi w metalu, co? Tu ma być brudno i prymitywnie, ma być siarka i diabeł. Nie wiem czy mi się to udało. Mogłem to wysłać tam i siam, żeby tu podciągnęli, tam obciągnęli i w ogóle poprawili wszystko co się da. Ale nie o to chodzi w tym graniu. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to jego problem. Niech wraca do słuchania płyt metalowych Timbalandów i innych Bieberów! (śmiech)

Na szczęście głupiej krytyki tej płyty jest stosunkowo niewiele. Opinie i recenzję tych, co się znają i są w temacie są pozytywne i to jest dla mnie ważne. Tak samo jak to, że przybyło mi nieco nowych fanów. Więc pod tym względem nie mam powodów do narzekań.

Jako, że jesteś – przynajmniej dla mnie – dość tajemniczą personą, powiedz skąd fascynacja akurat black metalem? Najpierw ambient teraz black? Wiesz jak pokazują niektórzy to raczej powinno iść w odwrotnym kierunku.

Każdy ma swoją muzyczną drogę, którą podąża. Raz konsekwentnie, raz nie. Ja zawsze chciałem nagrać ostry, metalowy materiał. Nigdy wcześniej mi się to nie udało, z różnych względów. Zrobiłem 3 płyty ambientowe pod szyldami SERPENTORIA i IA SERPENTOR. Miałem dość. Chciałem w końcu zrobić to, co planowałem od samego początku. I tak powstał „Kval”. W bólach, ale ostatecznie się udało. Dla mnie więc to był naturalny proces. A to, że inni idą w odwrotnym kierunku, to ich sprawa. Ja zmierzam w dół, do serca otchłani black metalu (śmiech)

Opowiedz coś o samej produkcji krążka. Jak rozumiem większość pracy wykonał komputer? A tak przy okazji, jak namówiłeś Quazarre’a na gościnny wtręt nas „Kval”

Nie, większość pracy wykonałem ja. Komputer to narzędzie, za pomocą którego pozlepiałem to gówno w całość. Ale to chyba nie jest dziwne, co? W tych czasach nikt już nie robi chyba mixtape’ów na Kasprzakach (śmiech) Z syntetyków masz tutaj Pana Robota odpowiedzialnego za gary i Lorda Parapeta, na którym zrobiłem trochę ambientu. (śmiech). Masz prawdziwe, choć koreańskie wiosło i przeciętny, choć prawdziwy bas. Ale wracając do sensowniejszej części pytania. Z Quazarrem znamy się nie od wczoraj, razem też współpracowaliśmy przy wielu okazjach, nie tylko zakrapianych. Kiedy puściłem mu „Misanthropy”, jeszcze we wczesnej fazie mixu, zapytałem od razu, czy nie widziałby tu konkretnego solo. Odpowiedział mi tylko, że jak najbardziej i cóż… nie tylko podjął się tego zadania, ale wykonał je perfekcyjnie. Solo jest soczyste i mocne, w jego stylu. Dodało nowego wymiaru temu kawałkowi. Czasami się zastanawiam, czy teraz całość nie brzmi tak, jakby była napisana pod to solo (śmiech). Generalnie odwalił kawał dobrej roboty i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Inna sprawa, że mamy wspólny projekt muzyczny o nazwie VITROFYRR, który w przyszłym roku pozamiata na tym popapranym polskim rynku!

Przejdźmy teraz do sprawy dość istotnej. Co właściwie chciałeś przekazać przez te nieco ponad 30 minut muzyki zawartej na „Kval”? Mówiąc prościej: zwarta płyta – koncept, czy raczej zbiór dźwięków, które w jakiś tam sposób obrazować mają różnej maści odczucia dotyczącego tego miłego świata na którym przyszło nam funkcjonować?;]

Wiesz, tematycznie jest to niby koncept, choć nie ma tutaj jednej opowieści, która by się przewijała przez wszystkie numery. Tak jak tytuł płyty wskazuje, głównym tematem utworów jest cierpienie. Ma ono różne oblicza, wiele odcieni. Bywa duchowe, bywa też cielesne. Niektóre utwory ilustrują rozdarcie między prawdą, a kłamstwem. Między górą, a dołem, jeśli wiesz co mam na myśli. Zresztą, wszystko jest w tekstach, więc jeśli ktoś faktycznie chce poznać o czym jest „Kval” musi kupić płytę i przeczytać je, wtedy będzie wiedział co autor miał na myśli (śmiech).

I kończąc poniekąd temat tej płyty, powiedz mi jakie plany ma Zorormr na przyszłość? Projekt jednorazowy, czy nowy rozdział w Twojej muzycznej podróży?

Mam konkretne plany co do ZORORMR i chcę je systematycznie realizować. Nie będzie powrotu do stricte ambientowego grania, choć nie wykluczam, że popełnię jeszcze jakąś tego typu płytę, nie raz nie dwa. Póki co cały czas promuję ZORORMR i materiał „Kval”. Kilka pomysłów na nową płytę już jest, ale za wcześnie, by mówić o jakiś szczegółach. Oczywiście estetyka black ambient z kilkoma nowościami, ale na razie cicho sza! W trzecim kwartale przyszłego roku wezmę się za nagrywanie, by nowy album był gotowy na 2012 r. Może zdąży ujrzeć światło dzienne przed końcem świata (śmiech)

A teraz z grubej rury. Dlaczego zwijasz Via Nocturna? I powiedz mi co z promocją i właśnie wydanymi, bądź nie wydanymi płytami zespołów, które u siebie miałeś?

A kto powiedział, że ja zawiaduję VNR? (śmiech). No ale OK, nie będziemy przekonywać chyba nikogo na siłę, że tak nie jest. Jest wiele powodów, dla których zamykam VNR. Nie każdy chciałbym tu omawiać, ale może powiem o kilku najważniejszych… Dotarłem do ściany, której nie mam już, albo znowu, siły forsować. Od 2004 r. Via-Nocturna to beczka bez dna, w którą inwestowałem łudząc się, że uda mi się zrobić z tego normalne wydawnictwo. Prawda jest taka, że bez pokaźnego kapitału tego nie da się zrobić. Przerażające jest, jak wszystko się zmieniło, nawet przez te kilka lat. Dzisiaj słuchacze oczekują już nie tylko, że płyta będzie w wytłoczona i w pudełeczku. Chcą teraz digipacków, dodatków i całej masy gówien, które nic nie wnoszą do muzyki. To jest trochę jak z gazetami w kioskach, które jak nie mają całej masy bzdur w folii, to leżą odłogiem. Nie jest to może do końca trafne porównanie, ale sam przyznasz, że tzw. „rynek muzyczny” w Polsce to po prostu jakiś koszmar. A nawet jeśli już jest coś wydane, całkiem zgrabnie, to i tak tego nie kupią, bo przecież można to ściągnąć z torrenta… Na koncertach płyty już też się nie sprzedają, bo ileż to osób faktycznie na nie chodzi? Fajnie, że są fani, którzy nadal kupują płyty, koszulki i tego typu rzeczy. Ale to nisza, reprezentowana głównie przez tych, którzy pracują, mają swoje dzieci, a jak sami byli szczeniakami to ostatnią kasę pozbieraną po wszystkich ciotkach wydawali na demówkę lokalnej kapeli. Nie będę się tu użalał, bo nie o to chodzi. VNR kończy swoją działalność z końcem października. Nie mamy powodów do wstydu, bo uważam, że zrobiliśmy dla paru zespołów i artystów coś dobrego i tyle. Staram się nie zostawić moich zespołów całkowicie na lodzie. Wierzę, że jeśli nie znajdą nowych wydawców, to na pewno znajdą słuchaczy. Niezależnie od wsparcia wytwórni…

Przejdźmy do Twoich ambientowych, że tak to nazwę pomysłów. Możesz mi (a i pewnie nie tylko) jako człowiekowi prawie laikowi przedstawić historię swoich poczynań na niwie tej muzyki? Gdzieś w ogóle tego można posłuchać?

No pewnie, że można posłuchać. Wystarczy, że wygooglujesz sobie je albo wejdziesz na mój MySpace (www.myspace.com/zorormr)! Tam wrzucone są linki do tych wydawnictw, więc można je sobie legalnie pobrać. I co ważne, są kompletnie za darmo! To dwie płyty pełnowymiarowe, debiut z 2006 r. „Withering Hopes”, „Onoskelis” z 2008 i EPka pt. „Yog-Sothoth” z 2009 r. To dość zróżnicowane granie. Nie chcę tutaj opowiadać o każdej z płyt, bo to chyba nie problem dla czytelnika nieco się pomęczyć i wyszukać nieco info, nie? Recenzje i stare wywiady ze mną gdzieś tam się błąkają po sieci jeszcze. Generalnie, każda płyta była, moim zdaniem, lepsza od poprzedniej i była kolejnym krokiem na mojej muzycznej ścieżce. Nigdy nie byłem dark ambientowym ortodoksem, który ekscytuje się odgłosem szumiących wentylatorów (śmiech). To muzyka, która, według kilku osób, nadawała by się do soundtracku jakiegoś filmu klasy B z lat 80tych. Szkoda, że powstała o 20 lat za późno (śmiech).

A teraz nieco prywatnego Kundelka. Ukrywasz się pod pseudo – nie nowość to w świecie muzyki w końcu tajemniczo ma być;]. Uchyl rąbka tajemnicy, czy zajmuje Cie coś poza tworzeniem muzyki, a więc de facto to pytanie powinno brzmieć, skąd czerpiesz pomysły na swoje dźwięki.

Wiesz, nie chodzi o to, żeby było tylko tajemniczo. Raczej cenię sobie swoją prywatność i chcę, żeby tak zostało. Nie będę opowiadał tutaj o swoim życiu osobistym, bo to po pierwsze nikogo nie obchodzi, a po drugie, zostawmy coś dla moich biografów, niech nie mają wszystkiego podanego od razu na tacy w wywiadach (śmiech). Inspiracji szukam w sobie, we własnych lękach, przeżyciach, wątpliwościach… Staram się tworzyć czerpiąc garściami z literatury, od Biblii przez „Tako rzecze Zaratustra”, a na zwykłej gazecie skończywszy. Zewsząd codziennie jesteśmy bombardowani tyloma bodźcami, że na niedomiar pomysłów na tekst, czy utwór, raczej nie mogę narzekać.

Wiesz, teoretycznie w tym pytaniu powinienem Cię spytać o najbliższe plany koncertowe, ale jak rozumiem Zorormr takowych grał nie będzie. Nie ciągnęło Cię nigdy na scenę?;]


Cholera, póki co nie mam możliwości grania koncertów. Mam jednak nadzieję, że to się kiedyś zmieni! Oczywiście, że ciągnie mnie na scenę i bardzo chciałbym zagrać kilka sztuk tu i tam, ale póki nie będę miał składu live to nie ma o czym rozmawiać. Działam już coś w tym temacie, ale na efekty jeszcze przyjdzie poczekać. Jeśli się nie uda, to najwyżej nie będę grał koncertów, to będzie dopiero kult (śmiech).

Cóż, na zakończenie parę słów od Ciebie. Ja ze swojej strony mogę tylko podziękować za czas i przeprosić za opóźnienie, ale rozumiesz, my Wielcy Dziennikarze.. ;]


Dzięki wielkie za wywiad i zainteresowanie ZORORMR. Zapraszam wszystkich na www.myspace.com/zorormr i na Facebooka! Wkrótce sporo nowych informacji o planach na przyszłość i kilka niespodzianek, więc do zobaczenia!