Witchmaster: „… nie zamierzamy kreować się na jakichś weteranów sceny…”

Zielonogórskiej bestii zwanej Witchmaster nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Chęć odpytania ich chodziła za mną już od jakiegoś czasu zaś niedawno nadarzyła się idealna okazja w postaci trasy tegoż komanda po Polsce, dlatego skrzętnie ją wykorzystałem, by zapytać o parę rzeczy. Kali okazał się rozmówcą chętnym, wygadanym i bardzo rozsądnym, przez co robienie tego wywiadu było dla mnie sporą satysfakcją. Zaś o kulcie, ewentualnej nowej płycie, podziałach oraz Davidzie Lynchu możecie poczytać poniżej.

Bart: Siemka Kali, dzięki, że zgodziłeś się na rozmowę. Jesteście w trakcie swojej trasy z okazji XXlecia zespołu i ponad połowa już za Wami. Jak wrażenia dotychczas?

Kali: Powiem ci, że całkiem spoko. Zagraliśmy dotychczas parę dobrych sztuk, frekwencja dopisuje, łomot jest zaś alkohol się leje strumieniami.

B: No to zajebiście. Uwagę zwracają też zacne supporty, jakie Wam towarzyszą. Embrional, wiadomo, solidny ale pytam bardziej pod kątem Brudnego Skurwiela. Kapeli, która od zawsze podkreślała, że jesteście jedną z ich największych inspiracji obok choćby Nunsluaghter. Jak się czujecie grając, de facto, trasę z własnym die hard fanami?

K: Są to zespoły, które pasują pod styl, jaki wykonujemy. Trudno byłoby pojechać w trasę w kapelami, które prezentują całkowicie odmienny styl grania, dlatego też uważam, że jest bardzo dobrze.

B: A kto zadecydował o takim doborze suportów?

K: Trzeba by było zapytać Mintaja i Reyasha, bo to oni są organizatorami tego całego chaosu. Ja się w to nie mieszam, mogę tylko powiedzieć, że wybrali idealnie.

B: To prawda, jest to strzał w dziesiątkę. Ale jak tak intensywnie koncertujecie, to może zwiastuje to nadejście nowego pełniaka? W końcu od ostatniego minęły już cztery lata.

K: To już cztery?

B: „Antichristus et utero” ukazało się w 2014 r., więc na to wygląda. Co prawda po drodze był jeszcze ten wesoły split z Voidhanger, ale był tam raptem jeden nowy kawałek. Kroi się, więc coś nowego?

K: Kroi, ale jednocześnie się nie kroi. Zaczęliśmy już tworzyć nowe kawałki z Infernusem, ale ze względu na to, że jest on teraz na trasie z Behemoth, to można się domyślać, jak wygląda obecnie jego kalendarz – za dużo czasu wolnego nie ma. Nasza metoda pracy wygląda tak, że tworzymy ja i Inferno, bez niego jest ciężko. Podsumowując, poczyniliśmy już jakieś kroki, jakieś kawałki już są i to całkiem brutalne, ale na tę płytę trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Szybko to nie nastąpi, niestety. Wszystkim nam na tym zależy, ale nie ma gigantycznego ciśnienia. Potrafimy robić spore przerwy między nagraniami i nie mamy parcia, by już, zaraz robić płytę, sprzedać ją, czy koszulki. Nikomu nie zamierzamy robić dobrze. Musi po prostu przyjść na to odpowiedni czas.

B: Bardzo zacne podejście. Jeśli efekt ma mordować niewinnych, to nie ma się, co spieszyć. Wspomniałem wcześniej o entuzjazmie fanów, pod kątem Brudnego Skurwiela. Jak się czujecie, gdy określa się Was mianem kultowych? Prosty przykład, FOAD w Krakowie, gra Witchmaster i sala klubu nabita po brzegi, zaś każdy, którego się pytałem wtedy deklarował, że przyjechał tam specjalnie dla Was.

K: Trudno mi się do tego odnieść, bo nie mam do tego odpowiedniego dystansu, z uwagi na fakt, że siedzę w tym wszystkim. Szokujące dla mnie to nie jest, ale trudno mi to sobie wyobrazić, bo kiedy zakładaliśmy tę kapelę, to odstawaliśmy całkowicie od reszty sceny swoim stylem grania, zachowania oraz postawą. Nikt wtedy nas nie brał na poważnie. Ja osobiście się cieszę, bo to oznacza, że to, co robimy nie jest takim szitem, jak niektórzy sądzili. Myślę, że przeszliśmy dobrą drogę. Jednocześnie nie zamierzamy kreować się na jakichś weteranów sceny, kult i tego typu sprawy. Niektórym ludziom się to może podobać albo i nie – spoko. Ale to nie jest nasza wytyczną, by rozglądać się, co ludzie powiedzą. Jeśli było tak jak opisałeś (tak było! – dop. Bart) to po prostu zajebiście.

B: Skromne, ale i realistyczne podejście – to się chwali. Mówiłeś wcześniej o sileniu się na kult oraz o tym, że Inferno zajętym człowiekiem jest, to spytam, co myślisz o całej kampanii Behemotha reklamującej ostatnią płytę. Wyjebane masz na to, czy raczej budzi to pewien niesmak?

K: Że przesadza? Od siebie powiem, że ja nie jestem Nergalem i on robi, jak uważa, że będzie najlepiej dla niego. Znam go i wiem, że to tego typu człowiek, który idzie naprzód nie zatrzymując się. Jeśli mu na tym zależy, by w ten sposób się promować docierając do jak najszerszej grupy odbiorców, to robi to zajebiście. Nie ma szans, by inne kapele z Polski nawet do podobnego poziomu się zbliżyły na ten moment. Jeśli takie są jego priorytety, to osiągnął on swój cel. Jeśli chodzi o mnie, to mi na tego typu metodach nie zależy. Ja tę swoją porcję jem małą łyżeczką i nie szukam rozgłosu. Jesteśmy, jako zespół, osobami ceniącymi swoją prywatność, także Inferno. Wiem, że niektórych na pewno to kłuje w oczy, że Behemoth realizuje się w taki bezczelny sposób, ale nie zamierzam tutaj nikogo krytykować, dlatego, że raz – jesteśmy kolegami, dwa – idzie taką drogą, a nie inną i chuj mi do tego.

B: Rozsądnie. Istotnie można Nergala nie cierpieć za jego wybryki, ale robi, to co lubi i ogarnia to bardzo dobrze zarabiając na tym spory pieniądz, a to zasługuje na swoisty szacunek. 20 lat grania za Wami, o historię kapeli pytać nie będę, kto jakimś cudem nie zna, to łatwo znajdzie, ale za to, jak Twoim zdaniem zmieniła się scena black metalowa przez ten czas? Nie tylko w kraju, ale i też ogólnie.

K: Zmieniła się diametralnie i to w wielu aspektach na lepsze. Jeśli popatrzysz, jak grają dzisiaj polskie kapele, to uważam, że lepiej nie było. Są zespoły, które grają dobrą muzykę, innowacyjną, a o to w tym chodzi. Kiedyś ludzie mieli w głowach, ja też heheh, młodzieńcze ideały, przez co to wszystko miało zupełnie inny wymiar, niemalże transcedentalny. Teraz mamy już po 40 lat, jesteśmy starymi cynikami i nasze podejście jest całkiem odmienne. Przy czym nie tylko tyczy się to nas, ale i wielu ludzi. Co do zmian, to one są i to nie tylko jakościowe, bez porównania z tym, co było kiedyś. Ja jestem zadowolony z tego, jak ta scena dzisiaj wygląda, a także z tego, że możemy grać takie zajebiste koncerty, jak dzisiaj, gdzie ludzie przychodzą i wszyscy mają radochę.

B: Pozytywnie, fajno. To jak tak chwalisz scenę, to może powiesz, czy któreś szczególnie przykuły Twoją uwagę z tych bardziej świeżych?

K: Eee, nie raczej nie, heheh. Bo jak zacznę to będę wymieniał bez końca. Znamy się ze sporą ilością polskich załóg i faworyzować nikogo nie będę.

B: No spoko. Ale wspomnijmy jeszcze na Wasz dorobek płytowy. Poprzedni album ukazał się z błogosławieństwem Osmose Recrods. Czy nowy płyt, który powoli się smaży również będzie wydany pod szyldem Osmose, czy raczej jakiś polski wydawca?

K: Po pierwsze nowy płyt jeszcze się nie smaży, chciałbym żeby tak było. Wspomniałem już wcześniej, jak to obecnie wygląda i za wcześnie jest, by mówić o takich konkretach. A jeśli chodzi o Osmose Recrods to zawsze była dla mnie kultowa, która w latach 90tych wydała masę najlepszych albumów, które kruszyły zęby. Kiedy wiedziałem, że Herve wydaje naszą płytę to było „Ja pierdolę, zajebiście, że dołączamy do tego klubu niszczących kapel” i nabrało to mocno emocjonalnego wymiaru. W praktyce nie wyszło to nam już tak na dobre, ponieważ, powiedzmy sobie szczerze, to już nie jest ta wytwórnia, którą była kiedyś. Kapele, co prawda, u siebie ma dobre, ale przez to, że chyba nie chce konkurować z największymi, komercyjnymi gigantami, to nieco podupadła. Z tego powodu promocja ostatniej płyty trochę kulała. Moim zdaniem mogło być dużo lepiej i obecnie trudno mi powiedzieć, czy będziemy u nich wydawać, czy nie. Mogę za to powiedzieć, że są już wytwórnie zainteresowane naszym materiałem, więc jeśli pojawi się jakaś nuta, to na pewno znajdzie się chętny wydawca.

B: Oby to był ktoś solidny, hehe. A właśnie, mówiłeś, że cały proces tworzenia jest dopiero w powijakach, ale czy gdzieś tam, z tyłu głowy, krąży zamysł na kolejny kawałek po polsku? Wiadomo, słynna „Trucizna” jest w języku Piasta, bo Bastisowi nie chciało się tego po angielsku pisać, ale może gdzieś jest taki pomysł.

K: Nie, na razie nic takiego nie planujemy. A co do „Trucizny”, to już nie pamiętam nawet, jak to było. Tekst „Trucizny” jednakże był przetłumaczony, ale tłumaczenie w ogóle nie oddawało tego jak to brzmi w oryginale, więc zostało jak jest. W ogóle, to wyszło wtedy bardzo spontanicznie, z resztą jak wiele rzeczy, które robimy. Jeśli jest to dobre – zostawiamy. Wiem, że dzisiaj masa kapel pisze w języku polskim i zajebiście im to wychodzi, więc jeśli nam też to jakoś wyjdzie, to ja nie będę się jakoś specjalnie przed tym bronił. Zobaczymy, jakie teksty Bastis napisze i wtedy możemy rozmawiać.

B: Fajnie, by było, jakby coś się pojawiło. Dopytam również o „Road to Treblinka”. Wspomniałeś kiedyś, że masz już dość tłumaczenia każdemu, że ten kawałek nie jest gloryfikacją tegoż miejsca. Spytam raczej, czy nie masz obecnie obaw, że ktoś może się o to przypierzyć? Masę było, choćby w zeszłym roku, sytuacji, gdzie banda antyfaszystów terroryzowała wszystkich i doprowadzała do odwoływania koncertów, gdyż dopatrywali się zazi wszędzie.

K: Nie mam takich obaw, ale wiem, o czym mówisz. Ci na lewo idą jeszcze bardziej w lewo stając się bardzo radykalni, a ci na prawo idą jeszcze bardziej w swoją stronę. Brakuje czegoś pośrodku, co tworzy klimat takiej niezdrowej wojny i szukania wrogów na siłę. Ja tam się o nas nie obawiam, ale kto wie? Różni ludzie chodzą po świecie i zawsze ktoś się może przypierdolić. Ja osobiście, nie mówię tu za resztę zespołu, skłaniam się bardziej ku lewej stronie, ale jest, jak powiedziałeś. Gramy taki, a nie inny rodzaj muzyki, a prowokacja jest nieodłączną częścią tego stylu. Jeśli ktoś chce się czegoś dogrzebywać, to proszę bardzo, ja wiem jak to działa. Przyznam, że nie tylko ja, ale i spora część moich znajomych, z punkowej sceny, patrzymy się na działania antify oraz podobnych jej ugrupowań i widzimy młodych ludzi, którzy chcą się wykazać, nawet na siłę znajdując wroga. W tym radykalizmie zwyczajnie przesadzają aż do granic absurdu. Wracając do „Road to Treblinka”, ten kawałek nie ma żadnego politycznego podłoża, to jest po prostu kawałek mówiący o ludobójstwie.

B: To zatrzymajmy się na chwilę przy tych podziałach na prawo i lewo. Pojawiła się jakiś czas temu na necie wypowiedź Twoja, w której stwierdziłeś, że muzyka NSBM to rak dla sceny i nie powinna istnieć. Spotkałem się z poglądem, iż choć można nie podzielać poglądów tychże, to często jest to też kawał dobrej muzy, a i nie można odmówić tym albumom wkładu w rozwój polskiego black metalu.

K: W tym fragmencie, o którym mówisz powiedziałem, że zawsze istniała i kiedyś to im UOP wjeżdżał na chatę, a dziś dostają z rządu dotacje na brunatne koszule. Moje stanowisko wyrażone w tamtym tekście jest, jak najbardziej aktualne. Łączenie narodowego socjalizmu z muzyką metalową to jest jakiś absurd. Nie chciałbym żyć w faszystowskim ustroju i jeśli ktoś takowy propaguje, to jest nam nie po drodze.

B: No dobra. Kali oprócz grania w Witchmaster jesteś również pełnoprawnym artystą, Twoje prace ukazywały się niejednokrotnie na rozmaitych wystawach. Twoja strona niestety nie działa już, a podług Internetów ostatnia taka możliwość zapoznania się z nimi była w 2014 r. w Stuttgarcie. Będzie je można jeszcze gdzieś obejrzeć? A może planujesz wydać jakiś album zawierający w sobie te, które ukazały się dotychczas.

K: Na razie moje malowanie nieco zwolniło, bo mam za dużo pracy w swoim zawodzie, czyli tatuażu. Żadnych wystaw ostatnio nie było, a dotychczasowe prace albo się sprzedały albo się rozdało. Co do książki to nie sądzę, bo jak patrzę na nie teraz, to uważam, że są zbyt cienkie, by je gdziekolwiek wydawać. Jak będzie coś nowego to może wtedy się pomyśli.

B: Byłoby git. A planujesz powrót do swojej przygody z filmem? Twój „Intelekt Kollapse” miał bardzo dobre przyjęcie.

K: Była taki plan zaraz po tym, jak tamten film się ukazał. Zabraliśmy się nawet za zdjęcia, ale ze względu na to, że ja mieszkałem w Londynie, a ekipa filmowa w Zielonej Górze stawało się to coraz trudniejsze. Do tego powiedzmy sobie wprost, że bez pieniędzy nakręcić filmu nie można. Tamten nakręciliśmy z bardzo, ale to bardzo niskim budżetem przy pomocy Tomka z Pagan Records, a obecnie by zrobić coś konkretnego trzeba wydać na to kasę. Takiej kasy nie ma i choć była to dla mnie zajebista przygoda, to takie przedsięwzięcie jest nierealne.

B: Kurde, szkoda. No, ale nic, liczę, że może jednak w przyszłości się uda.

K: Jeśli uda Ci się znaleźć sponsora to z miłą chęcią nad czymś pomyślę.

B: No to apel do czytelników Kejosa, jak ktoś może niech wesprze sztukę filmu, bo warto! A kto nie widział „Intelekt Kollapse” to wypad oglądać. Ale właśnie, ciekawe w tym filmie było ujęcie artysty, jako boga, wtedy, kiedy tworzy. Należy przez to rozumieć, że gdy dzieło zostaje ukończone to twórca wykracza swoim umysłem poza śmiertelników stając się niejako wyższym bytem, zaś sztuka jest dziełem boskim, które zwykły człowiek nie jest w stanie pojąć?

K: Nie, to nie w takim sensie transcendentalnym. Bardziej chodzi tu o to, że każdy z nas jest twórcą swojego własnego świata, przy czym nie chodzi tu tylko o artystów. I nie jest to boskość w sensie religijnym, ale bardziej metaforycznym.

B: Ha, może za bardzo się próbowałem w to wgryźć.

K: Słuchaj, ja jestem fanem Davida Lyncha, dlatego też w filmie jest wiele luźnych wątków. Będąc szczery przyznam, że ten scenariusz nie był napisany zbyt dobrze. Uważam jednak, że każdy ma prawo mieć własną interpretację, tego, co tam się dzieje. Osobiście skłaniam się ku poglądowi, że nie ma czegoś takiego, jak jeden prawidłowy odbiór sztuki. Każdy odbiorca swoim aktem percepcji tworzy nowy odbiór dzieła, dlatego nie zamierzam narzucać nikomu interpretacji kwestii wypowiedzianych w filmie. Zostawiam to Tobie i pozostałym widzom.

B: Zajebista inspiracja i godna pochwały. Lynch to twórca, którego albo się kocha, albo nienawidzi. To jak już Lynch, to spytam, co myślisz o ostatnim sezonie „Miasteczka Twin Peaks”, który ukazał się mając zakończyć wszystkie wątki?

K: Trudno porównywać dwa pierwsze sezony do tego ostatniego, aczkolwiek bardzo mi się on podobał. Znam osoby, które twórczości Lyncha nie trawią, bo za bardzo ryje ona banię. Jest tak, jak powiedziałeś – albo się to lubi albo nie.

B: Mam nadzieję, że jeśli uda Ci się jednak coś zmajstrować, to będzie to godne mistrza, bo dotychczasowe dzieło dobrze wróży. Zbliżamy się do końca, jako że rok 2018 dokonał żywota to może powiesz, czy z wydanych w nim albumów jakieś szczególnie przykuły Twoją uwagę?

K: Kurde, słucham tak dużo muzyki, że nie zwracam już zbytnio uwagi na to, kiedy to jest wydane. Nie chciałbym czegoś chlapnąć, a potem się okaże, że to inny rok czy coś takiego.

B: Na sam koniec pytanie od jednego z fanów, dlaczego Bastis na scenie nosi sobie zbroję zajebaną typowi z Sabatonu?

K: O kurde, nie wiem. To trzeba by było jego zapytać chyba. Ja nie słucham takich rzeczy, to nie mam pojęcia.

B: W takim razie dobrnęliśmy już do końca. Ostatnie słowo należy do Ciebie!

K: Wielkie dzięki za wsparcie i dzięki, że wbijacie na koncerty!

<WTEM! Pojawił się znikąd Reyash, którego Kali namówił do odpowiedzi na pytanie fana używając swej wyjątkowej charyzmy>

R: Przede wszystkim on jest wielkim fanem tego zespołu i zawsze chciał wyglądać tak, jak oni. Starał się również pisać teksty, tak jak oni. My oczywiście do tego nie dopuściliśmy. To taki mały Sabatonik.

B: Dzięki wielkie!

Autor

58 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *